Wydawca: Septic Aroma of Reeking Stench
Nie czekałem na ten album, nie znałem włoskiego Erasera, aż tu nagle spod ziemi wyrosła ta oto zbieranina 22 grindowych numerów i tyle mnie widzieli.
Wszystko, co powinienem wiedzieć przed odpaleniem, wyczytałem z „ulotki” na bandcampie. Staroszkolny grind zagrany tak, jakby znowu był 1988. I żeby zwiekszyć wczutkę, to istnieje następująca opcja dla największych swirów: można sobie wyrwać jedną ze stu kopii wydanych na taśmie i oczywiście puścić na jakimś podłym kaseciaku. Ja dobrego grindu nigdy nie odmówię, więc wjechałem w Erasera jak tata w mamę. Kawałki często trwają w okolicach minuty, jeb i po sprawie, no i naturalnie nie mogło zabraknąć jakiejś ultrakrótkiej petardy, i w tej roli występuje środkowy „Flamethrowaaaargh!”. Poza typową napierdalanką znajdzie się też gdzieniegdzie trochę miejsca na bardzo skoczne motywy i motywiki. Dobry grind to także niekiedy dobra potańcówka. Doskonale o tym pamiętam od czasów pierwszego Ass to Mouth z numerem „Discotheque”. Kurwa, „Asses for the Masses” to było fajne demko. To już będzie ze 20 lat. A za co można pochwalić „Harmony Dies”? Za brzmienie, za konkretny napierdol bez robienia po krzakach i za głębokie wokale prosto z trzewi. To soczysta dawka prostego grindu na solidne odmóżdżenie. Czego chcieć więcej? Ze dwie lufy.
Co na koniec mogę dodać? Niekiedy wszystko potrafi się tak szczęśliwe potoczyć, że kompletnym przypadkiem człowiek wpada na takie rzygowiny. I te zostają z nim na dłuższą chwilę, oczywiście ku jego uciesze. Szef kuchni poleca.




