eerieWydawca: Arachnophobia Records

Czo ten Krzysztof? Murzyn jaki, jak ci co w filmach spod ziemi diamenty wykopują, ukrywają przed wzrokiem wszystkich, by nagle wyciągnąć takiego na całą Rzeczypospolitą i pół Klepaczy? A ostatnio mu obrodziło w diamenty, fakt.

Takie Eerie. Wcześniej – czeski film, nikt nic nie wie. Wszyscy ciekawi. Po przesłuchaniu „Into Everlasting Death” wcale się nie dziwię, bo ta płyta robi mi bardzo dobrze. I zrobi nie tylko mnie, sądząc po popularności jaką darzona jest Mgła i Kriegsmaschine. Przepraszam, że tak od razu wyskakuję z porównaniami, ale jak dla mnie – one są oczywiste. Nie jest to co prawda czysta kalka, ale pewne fragmenty są bardzo podobne do twórczości zespołów pana M. A to nie zarzut, o nie. Najczęstszymi punktami stycznymi są wokale (te czyste), oraz specyficzny klimat kreowany przez Eerie. Choć klimat jest to niejednoznaczny – chwilami czuć wkurwienie lub pogardę, ale kilka momentów odegrane jest tak trochę w depresyjnym klimacie. Ale tylko trochę, ot luźne skojarzenie recenzenta po trzech piwach. Bo kiedy indziej z muzyki Eerie bije niepokój. O – niepokój towarzyszy nam chyba najczęściej podczas sesji z „Into Everlasting Death”. Przejmujący, oplatający i zimny. Bardzo mi się pod tym względem Eerie podoba. Jak również pod względem czysto kompozycyjnym – cztery numery, średnia dziesięciu minut, a płyta wchodzi niemal na raz. No kurwa, wiele zespołów by tak chciało, a niewiele umie. Eerie umie. Z jednej strony długie utwory wymagają skupienia, z drugiej strony część riffów i melodii po pierwszym przesłuchaniu zostały już w pamięci. A to już jest coś.

Na sam koniec – bez truizmów o polskiej scenie black metalowej czy innych takich. Po prostu kolejna świetna płyta i bardzo dobre zwieńczenie tego roku…

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

01. Mining Out of Black Earth

02.Into Everlasting Death

03. Among the Ashes

04. Descending Moon

Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

One Comment

  • Nasu pisze:

    Generalnie płytę chciałem kupić w ciemno (za okładkę). A tu proszę, jest spora szansa, że i zawartość mnie nie zawiedzie 😀

Skomentuj