Wydawca: These Hands Melt
Fajnie jest czasem posłuchać czegoś nie wyrywającego z kapci, ale dającego swoiste nasycenie głodu muzyki, takiego muzycznego „średniaka”. Jak wiadomo są i te lepsze, ale są również też gorsze. I takim gorszym jest właśnie recenzowany dziś płyt.
Domhain, to pochodzący z Belfastu hord, w skłąd którego wchodzi czterech kolesi, którzy grali w takich kapelach, jak Celtachor, Ironbone, Imperial Demonic, czy So Much for the Sun. Może się są to jakieś wielkie nazwy, ale zdecydowanie nie są to też dopiero zaczynające swoją przygodę z muzyką świeżaczki. „In Perfect Stillness” jest zaś ich pierwszym pełniakiem, bo wcześniej bawili się w pomniejsze materiały.
Przyznaję, gdy ujrzałem, że w opisie kapeli widnieje „atmospheric black metal”, to westchnąłem ciężko. A gdy doczytałem, że parają się również post-blackiem oraz blackgaze’em, to pozostało mi tylko modlić się bym nie wywalił słuchawek na ogródek z obrzydzeniem. Tak się na szczęście nie stało, jednakże nie znaczy, że jest dobrze. Na wjazd mamy ładnie odegrane na wiolonczeli intro. Plusik, bo nie przypominam sobie, by ktoś sięgnął po taki zabieg wcześniej, a ten instrument zawsze ładnie mi brzmi. Niestety potem wjeżdża już na pełnej wspomniana mieszanka post-gaze-atmo i przestaje być przyjemnie. Gitarki sobie lekko szumią w tle niczym kołyszące się na wietrze drzewa, a perkusja akompaniuje im niczym krople deszczu grające na ich liściach. Do tego śpiewany wokal, delikatny niczym jesienny podmuch wiatru zwiastujący koniec lata, a czasem srogi podmuch zimna, gdy wjeżdża growl. Jest i miejsce dla delikatnego pocałunku porannej rosy, gdy momentami wbija się dodatkowo damski wokal, tu i tam.
I ja kurwa zasypiam, pewnie podobnie jak Wy, po powyższym opisie. Ma być nastrojowo, przejmująco, a jest zwyczajnie mdło. Do tego z tyłu głowy kolebie się myśl, że można z tego zrobić całkiem przyzwoity doom metal, jeśli dołoży się więcej ciężaru, a nie celuje w lizanie się po jajkach.
Nie powiem, bym się zawiódł na tej płycie, bo po samym opisie spodziewałem się tego, ale „In Perfect Stillness” zwyczajnie mnie męczy. Może komuś leży takie granie, bo nie jest jakoś turbotragicznie, ale serio, jak dla mnie, to lepiej sięgnijcie po coś lepszego. A o to nietrudno.




