Wydawca: High Roller Records
Desaster to kapela o ugruntowanej pozycji w Podziemiu, przeto oczekiwanie na ich kolejny album wydawało się przeciągać jeszcze bardziej. Ale w końcu nadeszła ta pora. I co z sobą przyniósł „The Arts Of Destruction”?
Cóż, zdziwilibyście się, gdybym rzekł, że przyniósł nowoczesność i pogoń za trendem? Ja też. Ale spokojnie, nic takiego tu nie nastąpiło, Desaster wciąż nacina nam pośladki black/thrash metalowymi żyletkami. Jednak słucham tej płyty już od miesiąca i mam wrażenie, że poprzedniczka tego albumu, czyli „Satan’s Soldiers Syndicate” jakoś bardziej mi się podobał. Co prawda „The Arts Of Destruction” pełna jest soczystych black/thrash’owych riffów, agresji i wściekłości, ale nie mogę się oprzeć przekonaniu, iż wcześniej Desaster był jeszcze bardziej wkurwionym, złym i nienawistnym tworem, a przy tym jakby bardziej chwytliwym. Oczywiście, nie można powiedzieć złego słowa o numerach z siódmej płyty Germańców, zwłaszcza jeśli mają jednak pierdolnięcie porównywalne z „Queens Of Sodomy”. Ale muszę szczerze przyznać, że długaśny wałek „Possessed And Defiled” już nie przemawia do mnie tak bardzo. Szczerze mówiąc, po którejś tam już minucie po prostu zaczyna nużyć, pomimo świetnego początku. I takie wrażenie mam przez cały czas trwania tego albumu – z jednej strony to świetny black/thrash metalowy akt zniszczenia, z drugiej – mając w pamięci inne dokonania Desaster pozostaje pewien niedosyt. Ponadto zdaje mi się, że na nowym krążku kapeli jest jakby więcej melodii, co samo w sobie nie jest złe, a i sama melodia była nieobca Niemcom – jednak to, że jest melodia nie znaczy, że album bardziej chwytliwy, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. A może tylko marudzę? Bo właśnie leci „The Splendour of the Idols” i łeb mi nakurwia nad klawiaturą równo!
Chuj, stoję na stanowisku, że pomimo iż Desater ma w swojej dyskografii lepsze krążki, to jednak „The Arts Of Destruction” jest kawałem szlachetnego metalu. Sprawdźcie.
Ocena: 8/10
Tracklist:




