Wydawca: Animate Records
Żaden ze mnie specjalista od śmierć metalu. Na Kejosie mamy ludzi, którzy nie dość, że opisali by ten materiał lepiej (wyłapując wszelkie nawiązania, powiązania i inne atrybuty Death Metalu), to jeszcze by się pewnie zachwycili. Los jednak nie oszczędził Deathstorm i to mi przypadło skreślenie paru zdań na temat ich najnowszego materiału.
Zacznę od długości. Dla mnie to czas idealny na taki Death Metal. Niecałe 30 minut podzielone na 4 utwory. Zanim zdążę się znużyć – koniec. Panowie grają sobie po oldschoolowemu. Wychodzi im to zacnie. Nie ma się do czego przyczepić. Nawet taki laik jak ja wyłapuje wpływy, którym Deathstorm postanowił się poddać, tworząc swój kolejny materiał. A jak już przy tym jesteśmy. Przesłuchałem sobie wcześniejszy krążek. Pełnowymiarowy „The Unfathomable” wydany w 2018 roku. I co następuje. Po pierwsze – widać upływ lat. Jest w moim odczuciu nieco mniej intensywnie. Co wcale nie znaczy, że nagle pojawił się uwiąd starczy. To nie. Jeśli trzeba, zespół angażuje słuchacza szybkością i bezkompromisowymi dźwiękami. Na uwagę zasługują jednak – po raz kolejny w moim odczuciu – wolniejsze kawałki. I tu pojawia się po drugie. To w nich najlepiej wybrzmiewa dojrzałość i doświadczenie. A to, jak wiadomo nie zawsze z wiekiem jest skorelowane. Zdecydowanie lepiej bawię się przy „The Golden Calf” niż „You won’t See It Comming”. Natomiast ta EP-ka nie ma słabych punktów. No dobra, ma. Okładkę.
Nic więcej tutaj nie wymyślę. Dobry Death Metal, przemyślany materiał a nie zrobiony w stylu „no, musimy coś nagrać, wszak była cisza od 6 lat. W sumie to teraz tak się zastanawiam, czy to faktycznie jakiś powrót do grania na dłużej, czy zamknięcie 16-letniej działalności. I nie będę wracał do tego materiału. Wydaje mi się to oczywiste po takim wstępie recenzji. Natomiast mogę polecić go tym, którzy lubią wygrzebywać death metalowe ciekawostki.
Ocena: 7/10




