Wydawca: Century Media Records
Kolejny zespół, którego karierę śledzę od samego niemal początku… Nie no, od samego początku, a konkretnie od siedmiocalówki wydanej dokładnie dekadę temu. I każde ich kolejne wydawnictwo przyjmuję z otwartymi ramionami.
Mowa o szwedzkim Dead Lord. Przyklejono do nich łatkę Thin Lizzy dwudziestego pierwszego wieku. I ja się z tym totalnie zgadzam – szczególnie, że i Thin Lizzy kocham miłością prawdziwą. Wracając jednak do Szwedów – po dwóch latach milczenia wypuścili właśnie EPkę „Dystopia”. Dobre i to. Znajdziemy na niej autorskie numery, które nie zmieściły się na ostatnim krążku „Surrender” oraz kilka coverów. Największym plusem tej muzyki jest to, że tak naprawdę nie idzie rozróżnić, który utwór to przeróbka a który autorski numer, szczególnie jeśli nie zna się oryginałów. Wszystkie kawałki mają w sobie po prostu ducha rock’n’rolla czy też hard rocka z lat siedemdziesiątych. Wspaniałe melodie, gitary gadają między sobą jak natchnione, sekcja rytmiczna ma totalnie luzacki feeling. Za to właśnie kocham ten zespół i nie mogę się doczekać zobaczyć ich jeszcze raz na żywca (może uda się na Mystic Festival, pożyjemy zobaczymy). Pół godziny żywego rocka, opakowanego w klasyczny wintydżowy sposób. Cieszę się, że po świecie stąpają wciąż takie zespoły.
Zachęcam więc Was do obcowania z Dead Lord, bo w mojej opinii to wciąż band mocno niedoceniony w naszym kraju. Niechże się to wreszcie zmieni.
Ocena: 8/10
Side A
1. Dystopia
2. Sleeping My Day Away
3. Ace In The Hole
Side B
1. Hands Down
2. Moonchild
3. I staden som aldrig slumrar till




