Wydawca: Werewolf Records
Ostatni jak dotąd album Mysticum ukazał się niemal dekadę temu. Jeśli ktoś z Was, czytających te słowa tęskni za tymi pojebanymi Norwegami – w sukurs przychodzi mu Dead Flesh Stigmata z debiutancką płytą „Necrocosmic Death Ritual”.
Za projektem tym stoi V-khaooz, znany między innymi z Vargrav. Całość uzupełniają goście różnoracy, ale chyba pasujący głównodowodzącemu pod względem patrzenia na muzyczny świat, gdyż ten album brzmi niezwykle spójnie. Industrialny black metal to nie jest jakaś wyjątkowo popularna nisza, może z powodu tego, że łatwo tutaj moim zdaniem przekroczyć granicę kiczu. Od razu uprzedzam pytania i wątpliwości – Dead Flesh Stigmata stoi daleko przed tą linią.
Jedenaście kompozycji z „Necrocosmic Death Ritual” to eksplozja agresywnych, zdehumanizowanych partii automatu perkusyjnego napędzającego całość przekazu. W ślad za nim podążają jadowite gitary i wkurwione partie wokalne. Dziki bit reguluje Wam wytwarzanie adrenaliny, a będąc konkretnym – zdecydowanie ją zwiększa. Nawet jeśli z pozoru dany kawałek jest wolniejszy, to podskórny bit tylko tam pulsuje, by wybuchnąć pod koniec – jak w „The House of Satan pt.1”. Ale te wolniejsze fragmenty są tutaj w zdecydowanej mniejszości. Odwołania do „In the Streams of Inferno” narzucają się tutaj same przez się i to nawet nie do końca w formie totalnego odwzorowania tamtych pomysłów – choć inspiracje są niezaprzeczalne.
Całość nie jest jakoś bardzo długa – na jednym wdechu odsłuchacie sobie to z dwa – trzy razy, szczególnie jeśli ustawicie opcję repeat, wówczas po prostu poddajecie się opętańczemu rytmowi. Dead Flesh Stigmata porywa Was i robi z Wami różne rzeczy, niekoniecznie ładne, na pewno przemocowe, wśród nakurwiających stroboskopów i atmosfery niebezpiecznej, opuszczonej fabryki.
Świetny debiut, spokojnie mogę go polecić jako coś… może nie świeżego, ale odstającego od większości black metalowej sceny obecnie. A równocześnie osadzonego w klasyce tego typu grania. Czekam na kolejne wydawnictwa. A wam polecam śledzenie tego bandu. Zmiata z planszy jak twarde narkotyki.





