Wydawca: Lavadome Productions
Dzień Zagłady to ja mam kurwa po imprezie. Ostatnio na przykład, gdy nie pamiętałem, jak znalazłem się w domu. I nie jestem z tego dumny.
Ale taki Day Of Doom to z drugiej strony nie jest zła rzecz, zwłaszcza dla tych, co rano wpierdalają krwisty stek, a na drugie śniadanie tatara. Nie słyszałem o nich wcześniej, co dziwne bo to już trzecia płyta, powinno mi więc coś gdzieś świtać. Ale ni chuja. „The Gates of Hell” – taki ma tytuł, zdradzałby inspirację bardziej Deicide niż innymi zespołami z sortu deciora. Ale nie – muzycznie jak już wspomniałem to inspiracje Dying Fetus, Suffocation. Dobrze, że nie przesadzają tutaj z brutalnością, ale z drugiej strony wszystko jest dość przewidywalne. Częste zmiany tempa, masa riffów, ładnie chodzący bas i krocząca ściana gitar. Czyli standard, ale ja czasem mam straszną ochotę na jebnięcie czymś takim. Wówczas zespoły jak Day Of Doom przychodzą z pomocą. Przy czym – to nie musi być wtedy Day OF Doom tylko coś w ten deseń – tu mam właśnie problem, że większość brzmi dla mnie podobnie i nie mam jakichś wielu faworytów w tej muzyce. Ale osoby, które siedzą w brutalnych death metalowych dźwiękach głębiej na pewno odróżnią kupę od gówna i od cukierka, heh.
Okej, teraz powieje standardem w przypadku takich krążków – płyta jest okej, ale jak to u mnie bywa, nie jest to krążek, który by mnie porwał i przemielił. Ale słucha się dobrze.
Ocena: 7/10
Tracklist:





W zasadzie dwa ostatnie zdania wystarczą za recenzję tej płyt. Dobra płyta o której po 2-3 przesłuchaniach każdy zapomni…mimo że jest dobra 😉