Wydawca: These Hands Melt

Jak dostałem promówkę debiutu greckiego Church of The Sea, to w pierwszej chwili westchnąłem ciężko, bo opis zwiastował jakieś smętne wyziewy z dupy, do tego podlane pseudo filozofowaniem.
Tymczasem „Eva” mile mnie zaskoczyła.

A to dlatego, że miast smętów dostajemy specyficzną mieszankę elektroniki, rocka oraz maźniętą tu i tam nutą doom metalu (sami siebie określają, jako doomwave). Moje pierwsze skojarzenia, to były dalekie echa Dead Can Dance, a momentami także Kosheen. Nie ma tu szybkich temp, a raczej niespieszne melodie podlane eleganckim, damskim wokalem. Aż chce się słuchać, jak ta dama śpiewa, bo swoim głosem tak naprawdę wynosi tę płytę całkiem wysoko. Przyjemnie również robią subtelne partie gitary wspomagane tym lekko mrocznym ambientem.

In plus zaliczam również produkcję, bo jakość dźwięku jest wyborna.

I tyle. Niewiele więcej jestem tu w stanie napisać, bo i niewiele się na tej płycie dzieje. Ale to dobrze, bo ten niespieszny, subtelny minimalizm jakoś bardzo mi podszedł. Jeśli szukacie czegoś do odprężenia po ciężkim dniu, ze szklaneczką płynu, niekoniecznie wolatażowego, to Church of the Sea powinno Wam podejść. Polecam.

Bart
778 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026
प्रलय (Pralaya) „Inferno”Recenzje

प्रलय (Pralaya) „Inferno”

BartBart13 października 2026

Skomentuj