Wydawca: Deformeathing Productions
Jeszcze jedno ze wznowień winylowych, które ujrzały czerń nocy dzięki Deformeathing Productions. I to jakie! Pełne kontrowersji, tak jak lubimy.
Mowa o „Darkside” od Christ Agony. Może część z Was pamięta to oburzenie, że Christ Agony poszło w gotyckie techno, hehe. No i nadal nie wiedzieć czemu, ale jakoś tak ta łatka pokutuje. A przecież subiektywnie rzecz biorąc, czwarty album Cezara i spółki to bardzo ciekawy album. Oczywiście kogoś musiał boleć „Dark Beauty”, bo rzeczywiście odstawał od reszty twórczości Christ Agony. Nieważne, że po nim wjeżdża „Kingdom of Abyss”, doskonały numer, bardzo w stylu Olsztynian. Dobra, żarty na bok. „Darkside” jest płytą odważną i nie można odmówić Cezarowi jaj, że po doskonale przyjętej „Moonlight” zdecydował się na taki eksperyment. Dodajmy, że moim zdaniem jest to eksperyment ze wszech miar udany. Czwarty krążek Christ Agony nadal ma ducha tego zespołu, a równocześnie słuchacz – nawet po dwudziestu pięciu latach, potrafi odnaleźć w nim mnóstwo świeżych i dojrzałych rozwiązań. Jest do płyta wyróżniająca się zdecydowanie w dyskografii kapeli, ale też w pewnym sensie – na tle sceny lat dziewięćdziesiątych. Owszem, wiele było wówczas wolt stylistycznych, ale niewiele było moim zdaniem tak udanych jak „Darkside” właśnie. Z drugiej strony wiem, że mogę być w tej opinii odosobniony, jednak będę się upierał przy swoim. A wrażenie jakie wywarła na mnie ta płyta jest potęgowana przez format – jako winyl robi wrażenie. Duża okładka, zapach, no a jak położy się placek na talerzu – jak to zajebiście brzmi. W moich oczach i uszach ta płyta zyskuje jeszcze bardziej!
Liczę, że Was w jakikolwiek sposób przekonałem – i do samej muzyki i do formatu w jakim „Darkside” się ukazało, jeśli macie już ten album na kompakcie czy kasecie.




