Wydawca: Wydanie własne (całe szczęście)

No… zaciekawili mnie… Makaroniarze grający o komunie w spektrum licznika Geigera… Sobie tak pomyślałem… że to bomba będzie, że tym trytem i innymi z tablicy Mendelejewa mnie zniszczą, zdegradują, z anihilują… a tymczasem?

Dostajemy z jakiegoś szajsowatego post metalowego grania. Do tego bez wokaliz i – jak by tego było mało – z przekroju „atomowej” historii. Promieniowanie? Makaron? Nie… zupełnie nie potrafię sobie tego złożyć w całość. Ktoś tu chyba za dużo naoglądał się „Stalkera” Tarkowskiego (no bo ta Zona) i relacji z trzęsienia ziemi u żółtków (no bo niby drugi Czarnobyl) i zapewne pomyślał sobie, że w dobie globalnego zagrożenia bronią atomową i innych gównianych kataklizmów czy tragedii żeglarzy (pamiętny Kursk), taki album będzie granatem w spodniach 17 latków. 17 latków może i tak, ale nie mnie. Zupełnie nie przekonuje mnie takie granie. Niby kolesie chcieli stworzyć „atomowy” klimat, rodem z gier Fallout’a (tak, „grałem w grę”), ale kompletnie im to nie wyszło. Czarnobyl już był – wierzcie mi, Aborym sklepał ten „patologiczny twór” po zrakowiałych tarczycach niczym mamuśka córeczkę po złym stosunku – a Fukushimę to chyba tylko z relacji telewizyjnych ci kolesie widzieli (w sumie ja też, ale przynajmniej piłem Lugola)… Do tego wrzucając to w muzyczny kocioł z pod znaku black, czy tam post black metalu, post rocka czy cholera jeszcze wie czego, naprawdę nie można osiągnąć nic innego, jak tylko samo dno. Doprawdy. Silenie się w dzisiejszych czasach i ściskanie jąderek w gęstych riffach a’la Jesu (no co kurwa?) doprawdy ilości lasek temu „zespołowi” nie przysporzy. I aż strach pomyśleć, że takie gówno może powstać. Ja rozumiem ambicje, chęć stworzenia czegoś nowego, post apokaliptycznego, ale na litość… Jak się już coś tworzy, to trzeba to czuć, a nie wciskać gówno ludziom, że: „ja tam byłem, ja to widziałem, ja to czułem” (ta i jeszcze biorobotem pewnie byłem)… bo politycy mogą kłamać (co robią nagminnie) ale muzycy już nie (co czasami też robią)… Omijajcie z daleka, bo naprawdę to strata czasu…

Ocena: 2/10 (za lustrzaną okładeczkę)

01. Red Forest: Day 1
02. Red Forest: Day 2
03. Red Forest: Day 3
04. Fukushima Sunrise
05. Kursk
06. Vostok Lake

Łysy
1050 tekstów

Grafoman. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026
Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026

Skomentuj