I kolejne klasyczne wydane demo. Klasycznie, czyli na taśmie, przez podziemną wytwórnię, Może jedynie limit jest niepotrzebny… Bo aż by się chciało, żeby ta zaraza rozpleniła się jeszcze bardziej. Z drugiej strony – posiadam to demo i jestem kultowy, hehe.
Przydługi wstęp dotyczył Chapel Of Disease, którzy w ościennych Niemczech łupią death metal od czterech lat. „Evoked Death” to ich pierwsza ejakulacja i zabrzmi to może dwuznacznie, ale takie strzały na klatę mogę przyjmować dzień w dzień. Rozpoczyna się krótkim intro, które nie zdąży Was znudzić, bo po nim dostajemy w czerep surowymi gitarami i mieszanką Possessed czy Death (oczywiście z debiutu) – i nie mówię tu tylko o wokalu Laurenta, który kojarzy się ze znanymi barwami głosu wokalistów obu tych wspaniałych kapel, ale również i o samej muzyce. Gdzieniegdzie można tu jeszcze poczuć odrobinę Slayer, trochę Asphyx (numer wieńczący taśmę), a nawet Sarcófago (początek „Dead Spheres”). I niech mi teraz jakaś mądra głowa wytłumaczy – jak ja się mam tym kurwa nie jarać?! Aaaargh!!! Ta muzyka niszczy, jest oczywiście osadzona głęboko w oldskulu, a równocześnie czuć, iż przychodzi to Niemcom z wyjątkową lekkością. I za to należy się zainteresować tymi maniakami!
Kapelę wyhaczył Mike z Old Death Metal i to kolejny dowód, że gość ma łeb jeśli chodzi o death metalowe wygary. Rekomendacja jest więc podwójna!
Ocena: 8,5/10






I ma całkiem w pytę okładeczkę.