Wydawca: Under The Sign of Garazel

Debiut rodzimego Black Witchcraft, zwalił mnie odengdaj z nóg. Półgodzinna Epka kipiąca aż od black metalu najwyższej próby, co niestety powoduje też, że każdy kolejny materiał miał w chuj wysoko zawieszoną poprzeczkę. W następstwie tego, pierwszy pełniak, choć bardzo dobry, nie zachwycał, tak jak debiut. Dlatego też, gdy pojawił się singiel z ich drugiego długograja, to miałem pewne obawy. Jak się okazało, całkowicie płonne.

Duet Torunian znów stworzył piękną rzecz. „Ex Ossibus Templum Ei Erigemus” wita nas pięknie zatopioną w krwistej czerwieni okładką. A warstwa muzyczne, to już istna uczta.

Już otwierający płytę kawałek „Signum Diaboli” pokazuje, że Toruńczycy powrócili do formy obwieszczając wszem i wobec chwałę Szatana. Są te wyśmienite riffy, które kipią od energii, niczym aktywne wulkany, podlane doskonałą perkusją, a tu i tam pojawiają się partie klawiszy. Propsuję, też wokal, który brzmi, jakby Gavron przez ostatni rok tylko wydzierał się ile sił w płucach przepłukując jeno od czasu do czasu gardło spirytusem. I słychać te niemal naturalnie płynącą melodykę, która kreuje podniosły, diabelski klimat, by gładko przejść w dziarską arcychłostę. Następny kawałek jest jednym z najlepszych na tym albumie, bo „Death, My Dear Companion” słuchałem w kółko, gdy tylko miłosierne UTSoG wypuściło to, jako singiel. Jest to powolne budowanie klimatu dokurwionym motywem gitarowym podlanym bębnami, które pięknie otwiera następnie wrota Piekła, ale jeśli myśleliście, że to już rozkręciło na całego, to połowie sztorm na chwilę załamuje się, a gitara wyśpiewuje zajebiście podniosły motyw, a cały kawałek pokazuje wtedy w pełni glorię diabelskiego splendoru. No ja pierdole, co trzeba mieć w głowie, by nagrać takie arcydzieło, to nie wiem. Gdy już człowiek myślał, że po wszystkim, to wjeżdża całe na czarno „Temple of Bones” z motywem przypominającym mi wariację na temat kawałka „Fuel for My Hatred” Satyricona, ale luz. To nadal kipiący siarką black metal, a nie black’n’roll, który pluje na wszelkie świętości. A w połowie nagle wlatuje partia wokalna stylizowana na chorał odśpiewany w świątyni zła. Osobiście mam za każdym razem szczękę przy ziemi, bo wymyślić coś takiego, to jedno, ale nagrać to tak, by pasowało idealnie do klimatu utworu oraz płyty, to wymaga w chuj umiejętności. Zdecydowanie to mój drugi faworyt na płycie, tym bardziej, że pod koniec, wjeżdża przepyszna solówka. Następne dwa kawałki, to już doskonała black metalowa furia, zwieńczona przepysznym „Devil’s Wrath”.

Wad nie ma. Okładka jest w pytę, każda składowa wykonywanej czarciej sztuki na płycie również. Kto znajduje na tej płycie minusy, ten ma uszy w dupie. Rzekłem.

Moje Misie, „Ex Ossibus Templum Ei Erigemus”, to pierdolone apogeum dorobku Black Witchcraft. Duet zebrał w nim wszystko, czego dotychczas się nauczyli i przekuł w to dzieło totalne oraz kompletne. Jak dla mnie, w kategorii naszego wesołego grajdołka, to płyta roku, która nawet nie tyle, co depcze krzyże, a spuszcza z nieba deszcz krwi, który podsyca płomienie piekieł wypełzające z czeluści, by pochłonąć wszelkie świętości. Słuchać i padać na kolana!

Bart
774 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026
Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026

Skomentuj