Wydawca: Lupus Lounge
Czasem człowiek ma takie zespoły… Może mało popularne.. Może nikt nie zwraca na nie uwagi… mimo wszystko jednak są bliskie sercu. Jak Austere.
Czyli depresyjno black metalowy zespół z Australii. Poznałem ich przy okazji „To Lay Like and Old Ashes” to jest totalne mistrzostwo black metalu, który nie jest depresyjny, ale owszem – jest melancholijny. Na tyle, że po recenzji debiutu pamiętam o tym zespole i liczyłem, że jednak nie zagrzebią gruchy w popiele.
I są. Wspaniała jest to płyta – w każdym razie dla gościa, co ma dużo różnych myśli, smutnych, mniej smutnych, ale na pewno takich co nimi zająłby się specjalista. I w to wjeżdża Austere. Z czterema numerami, które płyną i wpływają w krwioobieg, układ oddechowy i nerwowy… Wspaniale się obcuje z tymi dźwiękami, bo one są takie totalnie naturalne – czujesz, że twórcy nie są najszczęśliwszymi ludźmi na planecie, na nic nie pozują. Wokalista Austere drze ryja w taki sposób, że chciałbyś do gościa zadzwonić i zapytać czy potrzebuje pomocy. Choć zdarzają się i czyste wokale, bardziej skryte gdzieś w tle – równie doskonale wpasowujące się w klimat. I ta muzyka – cudownie płynie, jak łzy po policzkach w poczuciu niemocy. Austere tworzy doskonały klimat swoimi melodiami, pełnymi smutku i melancholii. Czterdzieści sześć minut muzyki, która Was pochłonie i otuli płaszczem utkanym z braku nadziei na lepsze jutro. Gdy słuchasz Austere wiesz, że to jest ułuda i – nie wiem, czy to dobrze czy źle – godzisz się z tym. Byle płynęły te dźwięki.
Nie wiem jeszcze natomiast, czy ten album jest lepszy czy gorszy od debiutu. Czuję jednak, że będę do niego powracał równie często – a uwierzcie mi, systematyczne powracanie do krążka kapeli, która wypuściła go ponad dekadę temu to w moim prywatnym rankingu wyraz ogromnego uznania.
Ocena: 9/10




