Wydawca: Ossuary Records

Stołeczna Aquilla zadebiutowała. I teraz tak – jej fani na pewno zrobią „hell yeah!”, a co z resztą? Reszta pewnie będzie miała na to wyjebane.

No ja w sumie plasowałem się w tej drugiej części słuchaczy. Znam jeden materiał od tego zespołu, mianowicie EPkę „The Day We Left the Earth”, która mnie nie powaliła. Aquilla nie była więc dla mnie zespołem anonimowym, jednakże nie odświeżałem fejsika co pięć minut żey sprawdzać co u Warszawiaków słychać. No ale przyszedł do mnie nowy krążek do recenzji, więc trzeba by sprawdzić co się zmieniło. Generalnie zespół nadal wygląda jak grupa rekonstrukcyjna zespołów heavy metalowych z lat osiemdziesiątych i to tych przerysowanych, niemal pastiszowych. Ale to już tam ich wybór, co kto lubi. Muzyka natomiast idzie w parze z imidżem (lub na odwrót).

To totalnie przerysowane, niemal kreskówkowe, heavy metalowe granie. Aquilla podpierdala wszystkie możliwe patenty tuzom heavy metalu sprzed trzydziestu pięciu lat. I z jednej strony spoko – bo naprawdę wiedzą jak to zrobić, stópka chodzi, wszystko tutaj w zasadzie do siebie pasuje – melodie, wokale, chórki, aranżacje trącące wintydżową myszką – jest to granie pod konkretnego odbiorcę i wiem, że twórcy „Mankind’s Odyssey”  mimo wszystko oddane grono słuchaczy, którym nie przeszkadza to co widzą i słyszą. Dla mnie to jak już mówiłem – wszystko co dotyczy tego zespołu jest przekoloryzowane, aż do przesady pchnięte ku  granicy dobrego smaku. Jasne, sam lubię sobie posłuchać takiego Skullfist czy Cauldron, które generalnie poruszają się w podobnych klimatach, przy czym u nich jakoś mnie to tak nie razi. I pewnie stąd też taki a nie inny odbiór pełnowymiarowego debiutu – jest spoko, a równocześnie tak czerstwo, że chwilowo bolą mnie zęby, gdy słucham tej muzyki. Czyli na dwoje babka wróżyła. Jednak generalnie raczej nie wróżę sobie dłuższej przygody z muzyką stołecznych hejwi metalowców.

Ale niech grają, dla mnie nie problem. Szczególnie, że jakoś krzywdy mi swoim istnieniem nie robią, po prostu ja nie odnajduję się w ich stylistyce.

Ocena: 6/10

Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj