Skip to main content

Kontakt: Angist My Space

Jeśli dotychczas Islandia kojarzyła Wam się z Bjork, natomiast w sferze metalu raczej z kapelami black metalowymi, najwyższa pora zrewidować trochę swoje zapatrywania. Bo oto i mamy kapelę jak Angist.

Na „Promo 2010” znalazły się zaledwie dwa numery tego damsko – męskiego kwartetu. Ano tak, mamy tu dwie blondyny i dwóch kolesi, z czego jeden wygląda jak pieprzony wiking, hehe. Co lepsze, dałbym sobie rękę uciąć, że na wokalu mamy jednego z chłopów, a tu niespodzianka. Edda ma tak kurewsko mocne gardło, że niejednego faceta wciśnie w jego ciepły fotel, hehe. Angist zaprezentował nam dziesięciominutową dawkę death metalu w starym stylu. Nie ograniczyli się do jednej konwencji – z uwagi na wokal i niektóre riffy kojarzą mi się z Asphyx, ale te skojarzenia są chwilami zastępowane przez naleciałości szwedzkiej sceny a’la Grave na przykład. Co by tu nie mówić, rzeźnię mamy tu okrutną – intensywną, gwałtowną i brutalną. W dziesięć minut Angist potrafi zadać słuchaczowi tyle ciosów, ile nie zada mu In Flames przez tydzień, hehe. Dość surowe brzmienie dobrze oddaje klimat oldschoolowego death metalu. Dla mnie „Promo 2010” to bardzo pozytywna niespodzianka.

Mam nadzieję, że kapela wkrótce wypuści coś nowego i dłuższego, bo jest na co czekać. Mam też nadzieję, że jakaś ładna podziemna wytwórnia przygarnie Angist pod swoje opiekuńcze skrzydła.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Our Ruin

2. Rotten Mind
Oracle
16828 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj