Wydawca: Piranha Music

Jeśli jest jakiś młody zespół na naszej scenie, na którego nowy album czekałem naprawdę z niecierpliwością, to na pewno można tak powiedzieć o pleszewskim hordzie Hydra. Po tak pysznym debiucie jak „From Light to the Abyss” nie mogło być inaczej.

A dodatkowo niecały miesiąc temu byłem świadkiem ich koncertu, który zdmuchnął mi berecik. Wówczas jeszcze nie znałem nowego albumu, zatytułowanego „Beyond Life and Death”. Już ponoć leżał w mojej skrzynce, tylko tak się złożyło że nie miałem jak go odebrać. Jak tylko dorwałem go w swoje łapy, katuję go non stop. Hydra to wspaniały przykład, jak genialną muzyką jest doom metal. Mistrzowskie riffy, melodyjne i wpadające w ucho, natchnione latami siedemdziesiątymi, przesiąknięte wpływami Black Sabbath, Pentagram, Electric Wizard, a także hard rockowymi tuzami w stylu Thin Lizzy oraz elementami heavy metalu. To wszystko tutaj usłyszycie, niezależnie od tego czy leci bardziej heavy doom metalowe „Prophetic Dream” czy gęste od inspiracji Elektrycznym Czarodziejem „With the Devil Hand in Hand”… Poziom kompozycji jest mistrzowski – czyli nic się nie zmieniło od czasu ich debiutu. Do tego „Beyond Life and Death” utwierdziło mnie w przekonaniu, że Dąbek to w tym momencie chyba najlepszy wokalista na doom metalowej scenie. Ma świetny, silny wokal – cholernie kojarzy mi się z Felipe z Procession, bo słuchając go czuje się moc, ale i uczucie jakie wkłada w śpiewanie (tak, śpiewanie, żadne darcie ryja) ten typ. Bez tego ten album wiele by stracił.  Całości dopełnia okładka i booklet, inspirowany posterami do horrorów z wytwórni Hammer i im podobnych grafik. Po raz kolejny więc Hydra udowodniła, że jest jednym z najjaśniejszych punktów na metalowej scenie w Polsce w ogóle.

Olbrzymie brawa i czapki z głów. Dzięki takim albumom w ogóle nie męczy mnie ani nie nudzi hałas zwany potocznie metalem.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Prophetic Dreams
2. On the Edge of Time
3. The Unholy Ceremony
4. Path of the Dark
5. With the Devil Hand in Hand
Oracle
19423 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj