Wydawca: Godz ov War Productions / Memento Mori Records
O kurwa.
Takie górnolotne stwierdzenie wymskło mi się gdy w moje łapska trafiła taśma Amerykanów z Hexorcist. Ludzie kochani, jak ta kaseta jest wydana. Po raz kolejny wydawca pokazał, że nie działa na pół gwizdka i że wydanie kasy na ten kawałek plastiku ma pokrycie w doznaniach wizualnych. Na szczęście „Evil Reaping Death” pozostawia takie same doznania pod względem estetyczym. Amerykanie pochodzą z Florydy, ale a muzyka nie brzmi jak typowy florydyjski metal śmierci. Owszem, to jest death metal, ale ten pierwszy, pierwotny – masa wpływów Morbid Angel z okresu demówkowego, odniesienia do Possessed są również jasne. Myślę też, że tylko głuchy na oba ucha nie usłyszy tutaj wściekłości podobnej do tej, jaka buchała z wczesnych materiałów Angelcorpse czy Order From Chaos. O takiej muzyce zwykłem mówić „po prostu jebany metal” i zgadzam się sam ze sobą odnośnie tego stwierdzenia. Hexorcist wydał doskonały debiut, którym buduje pomnik przełomowi lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w muzyce ekstremalnej. Ostatnio sporo słucham tej płyty podczas domowego workouciku i powiem Wam, że doskonale szarpie się przy nim hantle – ten krążek pompuje adrenalinę jak szalony. Żałuję też, że z uwagi na brak czasu nie zapoznałem się z tym albumem w zeszłym roku, gdy się faktycznie ukazał – moje podsumowanie roczne mogłoby być lekko zmodyfikowane. No cóż, nikt nie jest doskonały.
Za to ten album jest. Jeśli chcecie posmakować oldschoolowego wpierdolu, zachęcam do zapoznania się z „Evil Reaping Death”. Zmiecie Was z planszy.
Ocena: 9/10




