Wydawca: Redrum666 Records
DDT to zespół, który niekoniecznie musi być znany młodszemu pokoleniu metalheadów, niemniej jednak Ci, którzy dziś mają brzuszek, żonę, dzieci i kredyt we frankach zapewne początkiem lat dziewięćdziesiątych mogli zawiesić na nim ucho.
Kapela pochodziła z Pisza i na jej dyskografię składają się dwie demówki – obie znajdują się na „Dethroned Death / Fineness of Brutality”. Pochodza odpowiednio z 1991 i 1992 roku, szczęśliwie ocalone przed zapomnieniem przez Redrum666 Records. Co my tu mamy? Potwornie wolny i kirewsko ciężki death metal wymieszany z doom’em. Brzmienie, jak się domyślacie, dalekie od dzisiejszych produkcji, jednak i tak możecie być pewni, że DDT przewalcują Was na wszystkie strony. Ich muzyka chwilami jest nawet dość szybka i chaotyczna, jednak w większości ślamazarna, ale i dość motoryczna. Zwłaszcza na drugiej demówce słychać ślady inspiracji Celtic Frost. Ale tak poza tym, to trudno porównać mi DDT do jakiejś knkretnej kapeli, bo goście mieli swój styl po prostu. Słuchając „Dethroned Death / Fineness of Brutality” mam chwilami wrażenie, jakbym oglądał trailer do nadciągającej apokalipsy, gdzie poszczególne sekwencje zapowiadane są grobowym, zasysającym wszystko wokalem Romana. Autentycznie, gość miał zajebiście „głębokie gardło”, że tak się wyrażę, hehe. Dodatkowym smaczkiem jest dorzucenie jednego kawałka z promówki „Dying Gods”, na której kilka partii gitar wyszło spod paluchów Petera Wiwczarka. Ale to tak na marginesie, bo to piszowskie trio robi tu całą robotę.
Zajebiste to wznowienie. Serio, pokazuje, że i w Polsce grało się całkiem oryginalnie również w latach dziewięćdziesiątych, o czym dzisiejsi adepci stali zdają się nie mieć wiele pojęcia. Tym lepiej, że „Dethroned Death / Fineness of Brutality” wznowiono po raz kolejny.
Wznowienie bez oceny, jednak kupcie ten album!
A po angielsku ta recenzja brzmi tak: Old Death Metal Webzine.
Tracklist:



