Wydawca: Relapse Records

Długo zwlekałem z recenzją nowego albumu Wolves in the Throne Room. Premiera „Primordial Arcana” miała miejsce w sierpniu, a ja dopiero kilka dni temu zabrałem się za opis. Ale nie wynikało to z lenistwa, a raczej z ciągłego niedosytu i potrzeby ponownego odtwarzania tej płyty.

Czułem, że jeszcze mogę z niej coś wydobyć. Znaleźć w tych dźwiękach coś, co wcześniej pominąłem. I znajduje nadal, więc obawiam się, że i ten moment jest zbyt wczesnym na recenzję, ale jakoś muszę z tym żyć. Wolves in the Throne Room gra oczywiście black metal. Nie od wczoraj są na scenie i niejedno wydawnictwo już mają na swoim koncie. Rzekłbym nawet, że jest to zespól niezmiernie płodny, choć największą częstotliwość wydawniczą mieli w początkach swojej działalności. Mimo sporej ilości płyt, nie schodzą poniżej pewnego, co najmniej bardzo przyzwoitego poziomu. Niezmiernie trudno mi uwierzyć, że jakoś nie poprowadziło ich to na wyższe szczeble black metalowej kariery, jeśli możemy w ogóle mówić o czymś takim. W mojej ocenie to, co robią, robią znakomicie i życzyłbym sobie, żeby był to zespół zdecydowanie bardziej doceniany. Chciałbym żeby „Primordial Arcana” przyczyniła się do tego, bo jest to płyta znakomita. Ktoś może wzruszyć ramionami i powiedzieć: „taki black metal to ja słyszałem tysiące razy”. I może będzie miał trochę racji. Bo w żaden sposób odkrywcze to nie jest, ale akurat tu liczy się klimat. A goście z Wolves in the Throne Room potrafią go budować. Podoba mi się ta delikatna leśno / folkowa otoczka. Wplatane nieraz dźwięki, których się nie spodziewamy. Dodawanie jakiś smaczków i niuansów, które zmieniają odbiór. Najbardziej mi się jednak podoba niesamowicie umiejętne spinanie ze sobą utworów za pomocą ambientowych / instrumentalnych „klamer”. Wychodzi to rewelacyjnie. Słuchając tej płyt, malują mi się w głowie wielce niepokojące obrazy ciemnego, dzikiego lasu, ale jednocześnie czuję spokój i wyciszenie. Trudno mi do końca opisać emocje towarzyszące odsłuchowi „Primordial Arcana”, dlatego polecam ją każdemu. Warto osobiście wejść w ten świat i spróbować go zinterpretować po swojemu.

Dla mnie ta płyta to jedna z lepszych pozycji, które ukazały się w tym roku w szufladce z napisem black metal. Przypominam też, że niedługo zespół zawita do Polski. Jeśli się wszystko uda, to doświadczanie tej muzyki na żywo będzie wręcz mistyczne.

Ocena: 9,5/10

Tracklist:

1. Mountain Magick
2. Spirit of Lightning
3. Through Eternal Fields
4. Primal Chasm (Gift of Fire)
5. Underworld Aurora
6. Masters of Rain and Storm
7. Eostre
8. Skyclad Passage
Pathologist
1173 tekstów

Warfist „Totengasse”Recenzje

Warfist „Totengasse”

BartBart15 września 2026
Massteron „Second in the Spheres”Recenzje

Massteron „Second in the Spheres”

OracleOracle14 września 2026
Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026

Skomentuj