Wydawca: Century Media Records

Nigdy wielkim fanem Necrophobic nie byłem, ale jakieś tam ich albumy w domu mam i od czasu do czasu do nich wracam. Stąd też z ciekawością zabrałem się za dziewiąty album w ich dyskografii, zatytułowany „Dawn of the Damned”.

Od razu zaznaczę – nie jestem zachwycony. Szwedzi od zawsze bowiem kojarzyli mi się z mocnym, zadziornym, ale równocześnie melodyjnym black/death metalem. Jednak ich albumy zawsze były agresywne, siarczyste. Wraz z nową płytę agresję zamieniono na ugładzenie, a siarkę na cukier. To znaczy słucha się tego nieźle, ale impet raz stracony może już nie zostać odzyskany. Tego się obawiam. No chyba, że ktoś nam podmienił Necrophobic i czeka, kto pierwszy zwróci na to uwagę. Niestety, zespół podąża w stronę innych, niegdyś świetnych zespołów, którym zmiękła rura – mowa tu o kapelach w stylu Rotting Christ, Cradle of Filth, Deicide, Kreator czy Samael. Nie mówię tu o tym, że Necrophobic gra podobną muzykę, lecz że sytuacja jest podobna – po prostu nowsze albumy tych zespołów są dla mnie raczej trudne do odsłuchu. Są oczywiście na tej płycie niezłe fragmenty, które sprawiają że „Dawn of the Damned” jest całkiem znośna. Jednak większość muzyki z tej płyty jest taką ułożoną wersją samej siebie z przeszłości. Ja wiem, że Century Media Records to majors, któremu zależy na sprzedaży jak największej ilości płyt, ale nie wiem, czy Necrophobic powinni im iść na rękę i sprawiać, by ich muzyka była aż w takim stopniu łagodniejsza. Chyba najfajniejszym numerem na całej płycie jest „Tartarian Winds”, który i tak brzmi jak skrzyżowanie Bathory z Rotting Christ. Jakoś nie kupuje mnie również bonusowy kawałek, w którym gościnnie na wokalach udziela się Schmier z Destruction. Jakoś tak brzmi on jak nadmuchiwana wersja tego zespołu. Nie wiem, nie mogę się po prostu przekonać do tej płyty. Może moje nadzieje były zbyt duże? Brakuje mi w tej muzyce siarki i złości, którymi emanowały wcześniejsze albumy. Jestem więc raczej na nie.

Ciekaw zaś jestem opinii maniaków tego zespołu, gdyż ja nim nie jestem. Czy również postrzegają „Dawn of the Damned” w ten sam sposób? Do przekonania mnie, że to dobra płyta raczej im daleko, ale wysłuchałbym ich argumentów.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Aphelion
2. Darkness Be My Guide
3. Mirror Black
4. Tartarian Winds
5. The Infernal Depths of Eternity
6. Dawn of the Damned
7. The Shadows
8. As the Fire Burns
9. The Return of a Long Lost Soul
10. Devil’s Spawn Attack
Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj