Wydawca: No Colours Records
Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się filozofom. Rzeczy nieosiągalne dla ludzkiego umysłu, rzeczy niepojęte przezeń o tak wielkiej dozie abstrakcji, iż wprost niemożliwe do opisania. Jak na przykład ostatnia płyta Nargaroth.
A tak, bo dla mnie niewyobrażalne jest, jak komuś może podobać się szósty krążek niemieckiego trio. Już dawno nie słyszałem nic tak nudnego. Ja wiem, że pierwsze płyty ponoć inspirowane są dokonaniami Burzum, ale zmieniać swój styl wraz ze zmianą stylu Burzum? „Spectral Visions of Mental Warfare” jest tak bardzo inspirowane ambientowymi płytami Varga (przynajmniej jak na moje ucho), że głowa mała. Sorry, ja ambientu niet, jak sobie chcę posłuchać J.M. Jarre’a to słucham sobie tego śmiesznego Francuza, a nie kolesi z Nargaroth. Klawiszowe plumkanie trwa coś grubo ponad godzinę, black metalowe gitary pojawiają się rzadko, na przykład w takim „A Whisper Underneath the Bark of Old Trees”, a i tutaj są tak niestrawne i nudne, że się dziwię, iż jeszcze w ogóle ktoś kupuje płyty Kanwulfa i kolegów. Rozumiem trans i klimat, ale nie jestem w stanie zrozumieć monotonii i nudy. I tak jestem pełen wdzięczności, że krążek, który dostałem jest uboższy o pięć utworów od wersji LP, co pozwoliło mi zaoszczędzić około dwadzieścia pięć minut mojego cennego czasu. Nie cierpię takiego black metalu, bo ni to klimatyczne grani, ni depresyjno – samobójcze, ni całkowicie ambientowe. Po prostu nijakie i nudne jak chuj. Dotychczas jakoś raczej omijałem twórczość Nargaroth, ale raczej z przypadku niż planowo. Teraz jednak mam mocne postanowienie – nigdy więcej w moim odtwarzaczu.
Zazwyczaj staram się odsłuchać dany album kilkakrotnie, zanim w ogóle zacznę myśleć o przyszłej recenzji. Jednak w przypadku „Spectral Visions of Mental Warfare” przyznam się – nie było czwartego razu. Nie dałem rady.
Ocena: 3/10
Tracklist:




