Kontakt: Stillife MySpace

Stilllife postanowili mnie i was czytelnicy (jeśli zechcecie sięgnąć po debiutancki „Requiem”) przenieść w dość zamierzchłe czasy.
Czasy kiedy to heavy metal miłościwie panował na świecie dostarczając za pośrednictwem swoich wysłanników w postaci Iron Maiden, Judas Priest oraz setek innych kapel rozrywki niezliczonym fanom oddanym metalowi na śmierć i życie. I w sumie Stilllife całkiem nieźle ogrania ten klimat grając zgrabmy heavy metal z pomysłem i przyznam się, że jak na muzykę, w której każdy riff zagrany był już pewnie z tysiąc razy, nawet oryginalny. Są momenty spokojniejsze, wręcz balladowe kojarzące się z Opeth (ciekawe czy to właśnie płyta tegoż zespołu natchnęła ich do nadania kapeli takiej a nie innej nazwy?) oraz bardziej progresywne harcowania instrumentalne rodem z Dream Theater .
Mi tam takie granie niespecjalnie przypada do gustu i szaleństwa we mnie taka muzyka nie wywołuje, niemniej jednak album jest całkiem przyjemny w odbiorze i spokojnie można posłuchać „Requiem”przy wykonywaniu jakiś nieskomplikowanych czynności domowych typu składanie szafki z Ikei lub odkurzanie.
Ocena: 5/10
Tracklist:
- Intro to…
- A Godless World
- 12-Steps
- Fruit of the Fallen Tree
- Directive Four
- Hypocriticism/The Becoming
- Requiem Part I: The Oracle
- Requiem Part II: The Vision
- Requiem Part III: The Only Resolution




