Wydawca: Metal Age Records
Tęskniliście za tymi pojebami? No cóż, kilka lat minęło od ich ostatniego pełnowymiarowego krążka. Więc, dla tych, co czuli jakąś pustkę, jakąś nieopisaną tęsknotkę – Lividity znów przybyło.
I znów ma dla Was naręcze piosenek o tym, jak szanują płeć piękną i jak bardzo ważnym dla człowieka jest zachowanie czystości i wstrzemięźliwości. Oczywiście wszystko zostało okraszone pięknymi melodiami. Uwierzyliście? To przestańcie czytać, bo najwyraźniej nie znacie Lividity. „Perseverseverance” to dwanaście brutal death metalowych strzałów, ociekających kobiecymi sokami i gęstą spermą, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni już od kilkunastu lat. W zasadzie ten album nie różni się aż tak bardzo od wcześniejszych, jedyną dość słyszalną różnicą jest brzmienie – trochę gęstsze i cięższe. Poza tym niewiele się zmieniło – brutalność, brutalność, brutalność, perwersja, perwersja, perwersja. O muzyce Lividity więcej się chyba nie da powiedzieć, nie popadając w banał i powtórzenia. Typowy krążek z brutalnym death metalem czy jak sobie go tam chcecie nazywać – slam death metalem czy porno death metalem. To tylko łatki. Z drugiej strony wiadomo, że to Lividity jest jednym z prekursorów takiego podejścia do metalu śmierci i tego odmówić im nie można.
Wiadomka, że na ten krążek nie czekają maniacy Jelonka, Dimmu Borgir czy Manowar. „Perverseverence” skierowana jest więc do tej konkretnej grupy oblechów i oni powinni być zadowoleni.
Ocena: 7/10
Tracklist:




