Nowa EPka poznańskiego Cancerfaust już od jakichś kilkunastu tygodni kręci się w odtwarzaczach, więc najwyższa pora, ażeby i u nas ukazała się już recenzja. Zwłaszcza, że wpłata od zespołu została już zaksięgowana na naszych kajmańskich kontach, che che.
Dobra i bez tej wyimaginowanej wziątki doceniłbym „Watching You Die” – szczególnie, że taka klasyczna szkoła amerykańskiego death metalu całkiem mi leży. Kapela nie zmieniła drastycznie stylu od czasu „Killing Spree” – wciąż mamy do czynienia z metalem śmierci, opartym o wzorce wypracowane we florydyjskiej Tampie. Wszystko mi się tutaj zgadza – od bentonowskiego wokalu, przez znane z pierwszych płyt Deicide wkurwienie, kanibalistyczną brutalność, surową produkcję. To tylko siedemnaście minut, które jednak skutecznie wprowadzają mnie w morderczy nastrój. Bo najważniejsze, to wiedzieć, że kombinowanie i odkrywanie nowych terytoriów to mozolna robota, która rzadko kiedy przynosi sukces. Można natomiast udanie kopiować znane wzorce i robić to dobrze, tak właśnie jak Cancerfaust. Malkontentom, którzy wyskoczą z tekstami, że jeśli będą mieli ochotę posłuchać Deicide to włączą sobie Deicide z kolei mówimy stanowcze wypierdalaj, bo jedno nie wyklucza w mojej opinii drugiego. Szczególnie, że „Watching You Die” ma potencjał do uprzyjemniania czasu.
Podobnie jak w przypadku debiutanckiej EPki, tak też i numer dwa wypada naprawdę nieźle. Nie rewelacyjnie, ale właśnie solidnie, mocno. Ja tam im kibicuje, wierzę że kilka osób czytających te słowa również.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Cleansing | ||
| 2. | Like Rats | ||
| 3. | Watching You Die | ||
| 4. | Nekrofukker |




