Przy pewnych zespołach już odp pierwszej nuty słychać, z kim mamy do czynienia. I są też zespoły, które znaczą dla Was więcej niż inne. Do obu tych stwierdzeń dopasować mogę właśnie Varathron.
Szósta płyta Greków od jakiegoś już czasu jest faktem, a mnie z tego powodu jest niezmiernie wspaniale. „Patriarchs of Evil” jest bowiem tym, do czego przyzwyczaiła nas ekipa Stefana już od dawna. Ja tam im wybaczyłem nawet taką wpadkę jak „Crowsreign”. Grecki black metal z charakterystycznym brzmieniem, a w przypadku Varathron z charakterystyczną melodyką, riffami i wokalem. Jest zadziornie, agresywnie, ale też z odpowiednią dozą mistycyzmu która zawsze w przypadku tego zespołu była obecna. Oni nawet klawiszy potrafią użyć w taki sposób, że czapki z głów. Są tu numery też wolniejsze, ale i one nie są wyprane z tego pierwiastka pierwotnego, mistycznego zła („Remnants of the Dark Testament” na ten przykład). Przy czym „Patriarchs of Evil” jest krążkiem bardzo spójnym – w przypadku tego zespołu zazwyczaj mam tak, że odbieram je niemal jako koncept albumy, właśnie z uwagi na naturę tych numerów – tak jakby jeden wynikał z drugiego. Człowiek zawsze słuchając Varathron odnosi wrażenie, że bez którejś z kompozycji dany krążek byłby uboższy, niepełny – i tak samo jest też w przypadku najnowszego albumu.
Oczywiście Varathron polecam Wam wszystkim, bo trzeba być głuchym żeby nie docenić kunsztu tej płyty. Warto było czekać cztery lata na ten album. Zakup obowiązkowy.
Ocena: 8/10
Tracklist:




