Wydawca: Moribund Records
Zdecydowanie nie czekałem na tą płytę, nie zastanawiałem się, w jakim kierunku pójdzie Necronoclast nie wiedziałem, czy „Ashes” będzie wybitnym dziełem czarnej sztuki, bo zasadniczo nie znałem tego zespołu wcześniej i z racji tego faktu niewiele mnie to obchodziło.
I musze przyznać, że po wielokrotnym przesłuchaniu tego materiału niewiele się zmieniło. Skład Necronoclast to jeden osobnik obsługujący wszystkie instrumenty, drący mordę i programujący perkusję. Zawsze zastanawiałem się nad sensem takich jednoosobowych projektów, a już szczególnie takich, co to nic nowego nie wnoszą. Jeśli ma ktoś potrzebę zrobienia czegoś na własną rękę, czegoś innego i odbiegającego od kanonów to rozumiem, ale na „Ashes” znalazło się siedem numerów typowego, schematycznego i przewidywalnego Black Metalu. Początek jeszcze jako taki, bo pierwsze numery to całkiem fajnie zagrany Black z jajem, impetem i pierdolnięciem. Niezły kawałek tytułowy i następujący po nim „Ravenous” mają coś w sobie i fajnie się ich słucha. Ale nie wiedzieć czemu po nich następują już nieco wolniejsze ponad siedmiominutowe utwory, z których jeden nudniejszy od drugiego. Z tej całej płyty najciekawsze są wokale, szaleństwo słychać i pewne skojarzenia z jegomościem Maniakiem się pojawiają. Nie zmienia to jednak faktu, że płyta jest nudna, przewidywalna i nie zachwyca.
Pod koniec słuchanie tego materiału zaczynam się już męczyć i trochę wkurwiać, a ponieważ stres powoduje wiele chorób, w tym układu krążenia, a o zdrowie dbać trzeba, więc: „Kończ waść, wstydu oszczędź”.
Ocena: 3/10
Tracklist:
| 1. | Serpents | ||
| 2. | Looking Glass | ||
| 3. | Ashes | ||
| 4. | Ravenous | ||
| 5. | Ghostways | ||
| 6. | Veil of Flies | ||
| 7. | Kajicnické Ðaty |




