Wydawca: Witches Sabbath Records
Dosłownie kilka dni temu Pathologist zrecenzowal krążek Runespell, australijskiego black metalowego one man bandu, a mnie dziś przypadło zrecenzowanie innej kapeli osobnika o ksywie Nightwolf. Mowa o Blood Stronghold.
A drugim osobnikiem, który udziela się na najnowszym opusie tego zespołu jest Wened. Więc już można się domyślać, że na „The Triumph of Wolfish Destiny” nie dostaniemy najnowszych krzyków mody w black metalu, a raczej szczerą i odwołującą się do tradycji muzykę. Konkretnie – black metal odwołujący się do pogańskiego nurtu z całym tegoż splendorem. Przez niemal trzy kwadranse dostajemy więc niezłe melodie, chwilami całość wypada dość melancholijnie, ale szczerze mówiąc – w niewielu momentach. Nie ma tu przesadnej agresji i właśnie podoba mi się zachowanie balansu między melodią, melancholią, wzniosłością i agresją. Przyznam, że nawet akustyczne momenty nie sprawiają, że gęba wykrzywia mi się w grymasie zdegustowania – współgrają z całością „The Triumph of Wolfish Destiny”. Naprawdę nieźle to wypada, szczególnie że wcześniej Blood Stronghold było mi obce. Twórcy mają jednak pomysł na ten zespół i ja temu przyklaskuję. Może tylko trochę brzmienie jest zbyt zbasowane, przytłumione jak na mój gust, ale idzie przeżyć.
No to mój pierwszy raz z Blood Stronghold uważam za udany. Maniacy podziemnego black metalu spokojnie mogą pisać do Witches Sabbath Records po swoją kopię.
Ocena: 7/10
Tracklist:




