Wydawca: Wolfspell Records

Dziwnie tak trochę recenzować depresyjno-samobójczy black metal, gdy na zewnątrz temperatura sięga trzydziestu pięciu stopni Celsjusza, zaś wewnątrz wcale kurwa nie jest lepiej.

Szczególnie, gdy debiutancka EPka Janvier zaczyna się odgłosami wiatru i chyba skrzypieniu śniegu pod butkami. No na moje oko to ktoś zapierdala w Kielcach na przystanek styczniowym porankiem. Idzie powoli, bo śnieg powyżej kolan, poza tym nie spieszy się mu wcale – w autobusie będzie skazany na same zmarznięte zakazane mordy ludzi, którzy zwlekli się tak samo wcześnie jak on, żeby za tysiąc osiemset złotych zapierdalać na utrzymanie siebie, bezrobotnej żony i dzieci. Wiatr nakurwia mu w oczy, wbijając drobinki zmarzniętego powietrza w gałki. Gdy w końcu podjeżdża autobus to ledwo wchodzi do środka, ale wcale nie jest lepiej. Z przystanku musi i tak do miejsca pracy przejść po oblodzonym, nieposypanym chodniku jeszcze kwadrans. w końcu dociera do pracy, gdze ma szefa kretyna, kierownika który zyskał posadę bo wchodzi w dupę przełożonym i współpracowników, którzy potrafią pierdolić tylko o promoacjach w Lidlu. Jak wyjdzie z roboty to i tak będzie ciemno, więc z powrotem tą samą drogą do domu, a po drodze kupić najtańszego żarcia w osiedlowym sklepie. Żona jak zwykle wkurwiona na cały świat, podaje trzeci dzień z rzędy tę samą zupę, a w drugim daniu zamiast zimnioków daje kaszę. Dzieciorów oczywiście w domu nie ma, szlajają się. Facet ogląda najpierw „Fakty”, potem „Wiadomości” i czuje że wszyscy mają go za debila. Wyciąga z lodówki zimnego Harnasia, przelewa do literatki, żeby wydawało sie mu, iż ma go więcej i sączy pod film ze Seagalem, który puszczają już trzeci raz w tym roku. Po dwudziestej trzeciej kładzie sie do łóżka koło chrapiącej żony, z którą nie uprawiał seksu już od półtora roku, nie licząc jednego razu po pijaku dwa miesiące temu. Zasypia. Budzi się o piątej, je chujowe śniadanie, myje zęby, psika się tanim dezodorantem i wychodzi z domu, podczas gdy na zewnątrz jeszcze jest ciemno. Zapierdala na przystanek styczniowym porankiem. Idzie powoli, bo śnieg powyżej kolan, poza tym nie spieszy się mu wcale…

I to jest kurwa depresyjne i samobójcze. A black metal serwowany przez Janvier to po prostu black metal, całkiem zresztą niezły, ale jedyne ślady depresji to ten fajny zabieg z odgłosami wiatru – przez całą długość EPki słychać bowiem w tle zimową zamieć, jedynie raz jest podkładem powolnego black metalu, czasem trochę szybszej odmiany i dość często też spokojniejszych instrumentalnych fragmentów. Ogólnie słucha się tego dobrze, a na plus idzie policzyć temu duetowi, że nie zarżnęli odbioru całości chujowym brzmieniem, jak to większość kapel z tego sortu ma w zwyczaju. Ja osobiście mogę polecić, choćby po to, żeby wyciągnąć sobie plakacik dołączony do cedeka i popodziwać zimowy las. Przy dzisiejszej temperaturze to naprawdę przyjemny widok.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Des pas dans la neige
2. A travers la tourmente I
3. A travers la tourmente II
4. A travers la tourmente III
Oracle
19439 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Here on Earth „Zaświat”Recenzje

Here on Earth „Zaświat”

OracleOracle21 października 2026
Fvneral Fvkk „Indecent Idols”Recenzje

Fvneral Fvkk „Indecent Idols”

OracleOracle20 października 2026
Bûcher „Petrichor”Recenzje

Bûcher „Petrichor”

WojtuśWojtuś19 października 2026

Skomentuj