Wydawca: Krucyator Productions
Dacie wiarę, że we Francji są dwie kapele o bardzo podobnej nazwie i w sumie obie obracają się w industrialnych klimatach, z tą różnicą, że jedni bardziej w stronę industrialnego death metalu, zaś inni (inny) raczej w stronę industrialnego black metalu?
Mówię o N.K.V.D. (ci drudzy to NKVD) – industrial black metalowym projekcie, za którym stoi L.F., znany pewnie co poniektórym z Autokrator. A jeśli kojarzycie Autokrator to powiem Wam, że mniej więcej możecie sobie wyobrazić jak brzmi N.K.V.D. Dostajemy tu odhumanizowany, metalicznie brzmiący black metal, wyzuty z wszelkich oznak tego, iż za tym projektem stoi żywa osoba. Buczenie, apokaliptyczne trzeszczące riffy, huknięcia, uderzenia niczym młotem, a wszystko podlane podniosłą krasnoarmiejską melodyką, z samplami z przemówieniami wierchuszki KPZR i partii z innych bratnich krajów. Nie nastawiajcie się raczej na szybkie tempo – zarówno na „Diktatura” jak i na „Власть” (bo niniejszy album to właśnie kompilacja tych dwóch materiałów) muzyka utrzymana jest w tempie marszowym, defiladowym, dość rzadko przyspieszając – przez co sprawia wrażenie masywnego kolosa – wszystko się więc zgadza, jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak postrzegano blok radziecki przez długie lata, hehe… Pomiędzy obydwoma materiałami nie ma w zasadzie żadnych różnic, nie tylko tempa, ale i w zasadzie na każdej innej płaszczyźnie nie mamy wątpliwości, że to albumy jednego zespołu. I w sumie dobrze, że wtłoczono te materiały na jeden krążek, bo ja na przykład wcześniej niespecjalnie kojarzyłem N.K.V.D. Choć powiem Wam, że godzina z taką muzyką to nie mało i nie zawsze ma się na nią ochotę. Ale źle nie jest.
Tym razem bez oceny – wiadomo, kompilacja. Jeśli lubicie takie klimaty, sprawdźcie. Również jeśli Was dziadek należał do partii, a babcia w pochodach szła zawsze w pierwszym rzędzie i wręczała kwiaty pierwszemu sekretarzowi.
Tracklist:





