Wydawca: Thrashing Madness Productions
I kolejna płyta, która już dawno powinna być wznowiona… Odleżała swoje, przykurzyła się, ale nie została zapomniana. Lechu o niej nie zapomniał!
Dzięki niemu możemy cieszyć się oficjalnym wznowieniem jedynego materiału nagranego pod nazwą Slaughter, czyli „Into the Darkness”. Tak, proszę państwa, materiał wydany 27 lat temu na kasecie dziś już oficjalnie jest do zdobycia na kompakcie. Jeśli ktoś do tej pory nie miał okazji go usłyszeć – Slaughter grał wówczas (a był to rok 1989) agresywny, chaotyczny death/thrash metal. Wiadomo, znacie realia – z autopsji lub z opowiadań. Nie było wtedy lekko. Więc i muzyka nie mogła być ułożona. I nie była – szybki, dziki metal wprost powalający młodzieńczym zapałem. Surowość, nieokiełznanie, pionierstwo – wszak Slaughter był jedną z pierwszych kapel grających w ten sposób. Chłopaki miały pasję i to słychać. Mieli młodzieńczą werwę, nie to co dziś słyszy się od młodych kapel – „łojezu przejebane, mało lajków na stronie, a na wydarzeniu tylko 30 osób to może się podepniemy pod jakiś konkurs i będzie z górki”. Nie, u Slaughter słychać w muzyce brutalne realia przełomu systemów i wkurwienia na rzeczywistość – tyle że dawali temu wyraz w muzyce, nie w tekstach, które raczej dotyczą typowego metalowego cliche. No, w „Pankraction Mania” i „Gargamels Scream” (na krążku jest błąd – dwa razy w trackliście pojawia się ten pierwszy tytuł) słychać, że te kudłate małolaty po prostu dobrze się bawią… Ale ma to swój niezaprzeczalny urok i udało się go utrzymać na tym wznowieniu. Do tego słuchacz może poczytać o historii Slaughter, przejrzeć skany ze starych zinów i tak dalej – czyli coś co już jest standardem w przypadku wydań Thrashing Madness Productions.
Mnie nie pozostaje nic innego jak pogratulować muzykom tego zasłużonego zespołu, jak i wydawcy strzału w dziesiątkę z tym wznowieniem. Czekam na kolejne łakocie!
Tracklist:




