Wydawca: Deformeathing Productions
Kolejne wznowienie, które bardzo mi przypadło do gustu, bo akurat gdy Epitome wydawało „autoe’ROT’icism” to dopiero wsiąkałem w te wszystkie demówki i stawiałem nieśmiałe kroki w bardziej podziemne dźwięki, zaś gdy wydawali „Engulf the Decrepitude” to szczytem ekstremy było dla mnie Acid Drinkers.
A teraz oba materiały wznowiło nam na jednym dysku Deformeathing Productions. Zaczę od minusów. Nie wiem dlaczego przeważająca ilość wznowień zawsze ustawia materiały od najnowszego do najstarszego? Ja zawsze lubię, gdy chronologia jest zachowana, panowie wydawcy! A teraz przejdźmy do plusów – Epitome lubię, dlatego też łyknąłem muzykę na tym cedeku jak Sasha Grey murzyńskie nasienie. „autoe’ROT’icism” to siedem kawałków, na którym Epitome już wskoczyło na ścieżkę, którą podąża do dziś, czyli oryginalnego grindcore’a, z pierdolnięciem i brutalnością. Gdy słyszycie jako, powiedzmy, instrument odgłosy wierteł i wyobrazicie sobie, gdzie owe wiertła się wwiercają, sami czujecie fizyczny ból. I za to właśnie lubię Epitome. Sprawiają ból, robią to z głową i że posłużę się cytatem z pasztetu turystycznego – mechanicznie oddzielają mięso od kości. I zatrąbią radośnie. Tak, „autoe’ROT’icism” tak właśnie się przedstawia. Ale po dwudziestu pięciu minutach się kończy i zaczyna się „Engulf the Decrepitude”. A to jest z kolei rok 1994 i Epitome babrało się jeszcze w ponurym death metalu, gdzie jedynie wokal miał bardziej świniakowatą barwę i mógł zwiastować, w którą stronę zespół będzie podążał w przyszłości. Bo muzycznie to była raczej taka mieszanka Szwecji i Holandii plus inspiracje takim Deicide na ten przykład. Nie wyróżniała się może niczym szczególnym na tle innych wydawnictw tamtego okresu, ale i tragiczna nie była. W każdym razie fajnie, że Epitome zdecydowało się w końcu wznowić ten materiał, którego zawsze chciałem posłuchać, choćby z samej ciekawości. No fajna sprawa.
Bardzo fajna płytka i kawałek, może nie zamierzchłej historii polskiej sceny, ale na pewno materiałów wartych przypomnienia. Ja ze swojej strony polecam, bo to dobra rzeźnia.
Tracklist:




