Wydawca: Nuclear War Now! Productions
Embrace of Thorns. Nazwa zapewne dobrze znana fanom bluźnierstw spod znaku black i death metalu. Całkiem niedawno powrócili z kolejnym, mocarnym krążkiem, „Darkness Impenetrable”. Zróbmy wspak tytułowi i spróbujmy jednak spenetrować tę czarną otchłań…
Muszę powiedzieć, że Grecy z wydawnictwa na wydawnictwo jakby się rozwijali. Wczesne materiały to w zasadzie spora inspiracja kanadyjskimi dźwiękami spod znaku Blasphemy czy Conqueror, z czasem jednak muzyka stawała się jeszcze bardziej złożona, a inspiracje jakby rozleglejsze (choć cały czas ekstremalne). Nowy album – to już nie jest takie ot zwykłe i obrazoburcze łupu cupu. Teraz to łupu cupu jest obrazoburcze, ale też bardziej złożone, choć generalnie ani Ameryki nie odkrywają, ani prochu nie wynajdują. Po prostu kompozycje się zmieniły, nie są już jednowymiarowe. Mamy szybkie młócki, bezlitosne ataki, ale również – jak w przypadku kawałka tytułowego czy „I Die Therefore I Exist” – wolniejsze wałki, przepoczwarzające się dopiero z czasem (a i to nie zawsze) w coś szybszego. Na „Darkness Impenetrable” dobre jest też to, że mimo agresji ukrytej w tych kawałkach, poszczególne numery dają się od siebie rozróżnić, większość z nich ma coś charakterystycznego, dzięki czemu zapadają łatwo w pamięć. Do tego brzmienie, ciężkie i mroczne, potęguje wrażenie, że obcujemy z krążkiem naznaczonym piekielnym znakiem jakości. Osoby, które po greckim zespole spodziewałyby się typowo greckiego brzmienia będą na pewno rozczarowane. Z drugiej strony – jest szansa, że Embrace of Thorns podejdzie zarówno ortodoksyjnym maniakom black metalu jak i tym, którzy poza death metalem świata nie widzą, bo ten krążek tak właśnie jest skomponowany. Myślę, że w tym właśnie tkwi moc tej grupy.
Podejrzewam, że część czytelników Chaos Vault już słyszała nową produkcję Embrace of Thorns, a ta recenzja jest już tylko przekonywaniem przekonanych. Ale co się opisałem to moje. Ważne, że przy dźwiękach „Darkness Impenetrable”.
Ocena: 8/10
Tracklist:




