Bladecatcher reklamuje się jako prymitywny death metal, a ja wiedziony ochotą na odsłuchanie czegoś w stylu Throneum rzuciłem się na debiutancką EPkę tego one man bandu. Czy się nie zawiodłem? Czy mi się podoba? Jak moje wrażenia? Będę szukał kolejnych wydawnictw? Na te i inne nurtujące Was pytania już spieszę odpowiedzieć.
Nie. Nie podoba mi się. Ja lubię prymitywizm w muzyce, nawet bardzo. Ale on musi mieć jaja. A na „Obverse” słychać, że po pierwsze nagrała ten minialbum jedna osoba, po drugie, że nagrała go w domowym studio, po trzecie, że sam muzyk nie wie, czy chciałby grać prymitywnie, czy raczej technicznie. Bo mamy tu monotonne piłowanie (coś a’la zwolnione Mortician, przy czym Mortician jest w pytkę), by za chwilę na gryfie odjebać palcowanie jak na pijanej koleżance w gimnazjum, w stylu ultra technicznych death metalowych wyziewów. Bladecatcher te dziesięć minut strasznie wymęczył, posklejał według sobie tylko znanych reguł i prawideł i tak puścił w świat. I jak to zwykle bywa z nadproduktywnymi muzykami – jakościowo i artystycznie pozostawia to sporo do życzenia. Ja sobie na przykład życzę za każdym włączeniem tej EPki rychłego zakończenia. Niestety, to bardzo długie dziesięć minut.
Nie. Nie polecam Wam tej muzyki. I niestety „Obverse” nie zachęciło mnie do sprawdzenia innych z kilkunastu (jeśli nie kilkudziesięciu) projektów muzyka kryjącego się pod pseudonimem E.
Ocena: 3/10
Tracklist:
| 1. | Obverse | ||
| 2. | Disemboweling the Moon-Goddess | ||
| 3. | Bow-Star and Nibir |





