Wydawca: Hell’s Headbangers Records
Kurwa, wstałem rano i pomyślałem – zrecenzowałby coś. Ale co. Myślę i myślę i myślę. I tak jeszcze kilka sekund pomyślałem i włączyłem Cemetary Lust, które to niedawno przyszło. Niechaj będzie.
Złożona z członków różnych pijackich hord kapela powróciła bowiem niedawno z nową płytą – „Orgies of Abomination”. Zespół określa swoją muzykę jako rape metal (nie mylić mi tu kurwa z rap-metalem!) i coś w tym jest. Thrashowi esteci zostaną bowiem zgwałceni brudem i smołą kryjącą się pod black metalowymi zapożyczeniami, zaś black metalowcy – ewidentnymi nawiązaniami do amerykańskiego thrash metalu. Na „Orgies Of Abomination” na moje ucho przeważa jednak thrash metal, ba – wręcz cross over. Jak to brzmi? Jakby Stormtroopers of Death czy M.O.D, czy Nuclear Assault zachciało nagrać stricte black metalową płytę. Może brzmi niedorzecznie, ale się sprawdza. Wpadająca w ucho muzyka zostaje ukąpana w smole, przez co zyskuje na kolorycie i wytarzana wiecie w czym? Chuja tam, nie w pierzu, za dużo Lucky Luke’a! Wytarzana w pokruszonych krzyżach z nagrobków! To nadaje jej charakterystycznej szorstkości i chrzęści Wam w zębach przez cały czas trwania albumu. To dość rzadkie, że black/thrash metalowa kapela czerpie z dokonań wspomnianych zespołów w większym stopniu niż z bardziej oczywistych nazw jak Destruction, Kreator i tym podobnych. Pomimo tego zauważam u siebie zachowania charakterystyczne dla dobrego krążka – ruchy nogą i głową, symulowanie perkusyjnych przejść oraz najważniejsze – chęć do odpalenia „Orgies Of Abomination” bez przymusu.
Fajne granie to jest i myślę, że znajdzie swoich maniaków. Ja dopiero ten zespół poznałem, więc nie odmówię sobie zagłębienia się w inne ich wydawnictwa, jak tylko się na nie natknę.
Ocena: 7,5/10
Tracklist:




