Niedawno dotarła do mnie demówka białostockiego Markiz de Sade, kapeli którą powinni kojarzyć starzy wyjadacze jeszcze z lat osiemdziesiątych, ale i młodsi adepci – wszak drugie narodziny kapela zaliczyła zaledwie kilka lat temu.
Weź no Oracle nie pierdol, tylko do konkretów przechodź, zakrzykną pewnie znudzeni czytelnicy. Dobra, „Jeckyll and Hyde” to cztery kawałki utrzymane w speed/thrash metalowym duchu. Już od rozpoczęcia pierwszego, tytułowego kawałka, jasnym jest, iż Markiz de Sade leje na jakieś nowocześniejsze trendy w metalu – na szczęście. Riffy tu są utrzymane w konwencji starej thrash metalowej jazdy, w stylu Destruction, Iron Angel i im podobnych. Ostre niczym brzytwy, tną szybko i do krwi. Podobnie jak w zamykającym demo kawałku „Radio” – czuć starą szkołę i korzenie zespołu. Co jasne u thrash metalowej kapeli – czuć Slayer, czuć też nowszy Testament. No jest to thrash metal pełną gębą. „Jeckyll and Hyde” ma jednak też wady – rzec by można drugorzędne, ale jednak. Po pierwsze – polskie teksty, które niestety nie brzmią dobrze. Rzadko które polskie teksty brzmią dobrze, ale w przypadku Markiz de Sade nie są one mocną stroną. Drugi minus – okładka. Rzec by można – grafik płakał jak projektował. Z drugiej strony – muzyka się broni, a to chyba najważniejsze.
Zasadniczo jest to dobry materiał, chwilami nawet więcej niż dobry. Z drugiej strony podejrzewam, że młodzież oleje i zainteresują się nim rówieśnicy zespołu, ale dobre i to.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Jeckyll and Hyde | ||
| 2. | Zbrodniarz | ||
| 3. | Czas dominacji | ||
| 4. | Radio |




