Wydawca: Bakerteam Records
Na okładce siedzi jakiś dziad borowy, wsparty na mieczu, z miną marsową. Wygląda tak jak ja, gdy słucham Astral Domine i ich debiutu.
Jednak recenzowanie płyt na chybił trafił może srodze rozczarować – ale wiecie, w zalewie promówek nietrudno o gniota. Gniotem na dziś jest więc „Arcanum Gloriae”, pierwsze co w ogóle wydali włoscy power metalowcy. I mam nadzieję, że ostatnie. A zresztą niech sobie wydają ile chcą, ja już drugi raz się nie natnę, znając tę nazwę. Mamy tu wszystko – literalnie wszystko – z czego zasłynął włoski power metal. Od beznadziejnej sesji zdjęciowej, przez ciulową okładkę, aż po meritum – pseudo neoklasyczne patatajowanie, z leciutkimi i słodziutkimi melodyjkami, chórami mieszanymi w tle, do przesady rozdmuchaną, pompatyczną manierą muzyki, aż po głosik wokalisty, tak niewinny, że aż Trynkiewicz nastawia uszu, hehe… Oczywiście jak na power metalowców przystało, nie spoczną dopóki nie zamęczą słuchacza długością – zdarzają się albumy z tego gatunku, które po prostu z racji czasu trwania są jeszcze jako tako do przełknięcia, jednak Astral Domine chce dowieść, że długość ma znaczenie. Pewnie, że ma, ale akurat nie w muzyce. I to nie jest tak, że wybrałem ten krążek specjalnie, by mieć co zjebać – po prostu stwierdziłem, że zrecenzuję pierwszy krążek, którego promo dziś dostanę. Padło na Astral Domine.
Cóż, recenzent Chaos Vault wyzwań się nie boi hehe – dlatego dzielnie stawia czoła nawet włoskim power metalowcom, niczym urodziwy rycerz okropnemu smoku. Tylko jakoś nie widać księżniczek…
Ocena: 2/10
Tracklist:




