To, że na łamach Chaosa nie było recenzji ostatniego wydawnictwa Christ Agony wydaje się czymś pomiędzy wpadką, niedopatrzeniem i żenadą. Postanowiłem ten błąd naprawić, choć i ja muszę się przyznać, że płyta ta wpadła w moje ręce niedawno. Nie do końca wiem i rozumiem jak to się mogło stać, ale najpewniej przyczyną tego stanu było nieustanne odwlekanie w czasie zakupu tego wydawnictwa. Ale nieważne to jest w tym momencie.
„NocturN” kręci się właśnie w odtwarzaczu i robi mi niemiłosiernie dobrze. W zasadzie nie zaskoczę nikogo jak napiszę – Christ Agony to zespół legendarny, którego twórczość jest tak charakterystyczna, że kilka dźwięków wystarczy do nieomylnej identyfikacji. I tak jest w przypadku ostatniego wydawnictwa. Już pierwsze dźwięki „Opus Sacrum / Reign of Chaos” upajają nas tymi charakterystycznymi wałkującymi riffami. Jak zwykle duet Cezar – Reyash fundują nam doznania dźwiękowe które sprawiają że czujemy się jak by czołg T-34 powoli rozjeżdżał nas gąsienicą poczynając do nóg a skończywszy na głowie która przygnieciona ciężarem pęka jak arbuz potraktowany 10 kilowym młotem. Za to właśnie uwielbiam tę kapelę i dlatego uważam, że w historii polskiej muzyki tworzonej ku chwale rogatego należy im się loża zasłużonych oraz wszelkie laury. Mimo, że obawiałem się nieco o to czy Cezar będzie w stanie nagrać zajebistą płytę po tym jak ostatnie wydawnictwo Moon nie do końca przypadło mi do gustu. „NocturN” sprawiło, że po chwili zwątpienia dalej trwam w wierze. Ten materiał ma wszystko, czego oczekujeę po tej kapeli: wspomniane wcześniej „walce” zmieniające kości w proch, ale i te mroczne, wolne momenty wytchnienia na chwilę przed zagładą. Ot, choćby numer „The Stigma of Hell”, który rozwija się tak, że wiemy, że coś się wydarzy. Domyślamy się, że za chwile potężny riff rozkurwi nasze mózgi wbijając się przez uszy jak stalowy pręt. Myślę, że wielkim atutem tej płyty jest zabranie na pokład Inferna, przez co po pierwsze: sekcja rytmiczna jest piekielnie, matematycznie, precyzyjna a po drugie z Christ Agony zrobiła się trochę super grupa hehe. Jedynie, co mi brakuje na tej płycie i czego nie mogę przeboleć to stanowczo za mała ilość pojedynków wagi superciężkiej Cezar vs Reyash na wokale. Zawsze wokale to był zabójczo mocny element Christ Agony, który na „NocturN” został troszkę (ale tylko troszkę) nie że pominięty – ale potraktowany „po macoszemu”.
I teraz jak ocenić ten materiał? Na pewno jest on kurewsko doby, ale jestem zadania, że kapele – legendy mają swoją własną skalę od 1 do 10. Opus magnum Cezara i spółki to raczej nie ta płyta, ale w mojej kolekcji na pewno się nie zakurzy.
Ocena 9/10
Tracklist:






Duży szacunek dla Cezara że tyle lat chce mu się pchać ten wózek. A płyta…jedym uchem wleciała drugim wyleciała i za rok nikt już o niej pamiętać nie będzie mimo iż faktycznie Cezar & co. ciała w żaden sposób nią nie dali. Za dużo zajebistych płyt obecnie wychodzi aby robić spust nad tym materiałem…po prosru.