
Wydawca: Under the Sign of Garazel
Trzy osoby właśnie rozkopały grób, a teraz szczają na ziemię, tę ziemię. Tak to mniej więcej z mojej perspektywy wygląda okładka. Zamysł pewnie inny, a ja się po prostu przypierdalam, bo mi gorąco. A czy do muzyki też?
Ano nie. Zresztą okładka też, ale musiałem jakoś zacząć. Turpista to projekt o którym ostatnio gdzieś słyszałem. Informacje personalne raczej skąpe, przynajmniej ja nic nie wiem na temat, kto za to tym stoi. I w zasadzie mam w to w dupie. Niech przemówią dźwięki. Zespół bez wątpienia postawił tutaj na klimat. To black, ale nie spodziewajcie się pięknych i rzewnych dźwięków, które to ostatnimi czasy są nie wiedzieć czemu podziwiane i „koffane”. Turpista tworzy swoją muzykę 6 stóp pod ziemią i to słychać. Dlatego też tak mi się „Turpistyczny amok” podoba. Z tego krążka nie wylewa się orgia skomplikowanych dźwięków, ale za to trup i jego odór wyczuwalne są tu wszędzie. Nie ma amoku, chociaż – aby być Sprawiedliwym wśród Narodów Świata – dodam, że w niektórych momentach panowie pokazują, że od dusznego zastoju do szaleńczego biegania z siekierą za wszelkim przejawem ludzkiego życia, tak naprawdę dzieli nas cienka granica. W kwestii udowodnienia wyżej – na szybko skleconej – tezy, najwięcej zdaje się mieć do powiedzenia wokal, który to zaprezentowany jest tutaj w kilku odsłonach: raz się zadrze, raz bardziej deklamuje. Wszystko to na tyle atutentycznie podlane jest emocjami, że jak w na końcu kawałka „Grób tego Świata” wykrzykuje „nienawidzę Was!”, to ja mu wierzę. Powiem szczerze, zajebisty debiut. Jest surowo, obskurnie, grobowo i diabelsko – nic tylko cieszyć ryja.
29 minut, niczym nieograniczonej muzycznej radości dla każdego, kto alergicznie reaguje na nowomodny black metal. Nic tylko czekać na następne wydawnictwo.
Ocena: 8/10
Tracklist:
01. Grób tego świata
02. Turpista
03. Deszcz kosmosu




