Wydawca: Putrid Cult
Jeśli szukacie Düngeon Master w Encyklopedii Metalu – próżne Wasze starania, znajdziecie trzy inne, ale nie ten nasz, polski, przez umlaut. W sumie dziwna sprawa, no ale nie od dziś wiadomo, że admini tam podejmują niezrozumiałe decyzje czasem.
No dobra, to co to jest ten Düngeon Master? Ano polski jednoosobowy projekt, grający dungeon synth / lo – fi black metal. Brzmi zachęcająco? No w sumie jak dla kogo, dla mnie na ten przykład niespecjalnie. Nie jestem fanem ani jednego ani drugiego, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. I nie ukrywam, że liczyłem na to, iż materiał zatytułowany po prostu „Düngeon Master” znajdzie się w tym gronie. Sprawa więc wygląda następująco – to nie jest złe granie i nawet forma mnie nie odstręcza jakoś wybitnie. Brzmi jak stare demówki black metalowe, głównie z Europy Wschodniej, prymitywne, paskudne pod kątem brzmienia – zapiaszczony, słabosłyszalny, „falujący”. Sporo tutaj klawiszy, jak na dungeon synth przystało, oczywiście w typowym stylu dla tego, wydaje mi się dość hermetycznego, podgatunku. Chwilami ma to swój urok, a chwilami mnie wkurwia. Zależy od pory dnia i nocy, szczególnie że muzyka tego zespołu przeznaczona jest raczej do odsłuchów, gdy za oknem nie ma już słoneczka. Generalnie, po wielu odsłuchach, jestem skłonny powiedzieć, że to całkiem ciekawy materiał, a do tego równie ciekawie wydany – w opakowaniu po DVD, z bogatą książeczką, w której znajdziecie sporo prymitywnych rysunków oraz teksty pisane gotykiem. Znów – ma to swój urok, nawet trącąc myszką. A że nie mieści mi się na półce? To już inna inszość.
Natomiast pewnie część z Was sięgnie po Düngeon Master, choćby z ciekawości. A zachęcam, bo może się okazać, że polubicie się z tym materiałem. Ja może i się nie zakochałem w tej muzyce, ale doceniam pomysł i chętnie sprawdzę kolejne wydawnictwa.




