Wydawca: Nigredo Records
Nie słyszałem wcześniej o Fayenne, dopóki nie dostałem paczki z Nigredo Records. A tam właśnie był debiut tego trio z Uppsali, którym zajmiemy się dokładnie dziś.
„The Calling from the Depth” składa się z ośmiu black metalowych numerów. I co my tu mamy? Szybki i zimny czarny metal, ze skrzekliwym wokalem, który jak się okazało – należy do gardłowej o imieniu Andrea. I przyznam, że wokal akurat nie jest najmocniejszym punktem debiutu Fayenne. Nie wiem, czy zespół też wyszedł z tego założenia, bo płyta została wyprodukowana tak, że wokal schowany jest nieco na drugi plan. Natomiast muzycznie zespół balansuje między oldschoolową odmianą, a bardziej atmosferycznym graniem – jednakże z przewagą tego pierwszego pierwiastka. Z jednej strony jest to więc agresywne, ale też dostajemy tutaj wiele melodii. Sęk jednak w tym, że po wielu odsłuchach „The Calling from Depth” nie zostało mi nic a nic w pamięci. Poza słabym wokalem niestety. Nawet nie potrafię zbyt wiele napisać o tej muzyce w momencie, gdy leci w głośnikach. Takich zespołów jest wiele i niestety Fayenne nie wybija się ponad nie ani na jotę. Jest w tym jakiś potencjał, ale póki co – nie wykorzystany moim zdaniem. A patrząc na bio zespołu, istnieją już dziesięć lat. Więc kiedy powinni się rozwinąć jak nie teraz, przy okazji debiutu?
No nic, nie zawsze muszę chwalić wydawnictwa labeli, które lubię. Więc Fayenne nie pochwalę, bo nie za bardzo jest za co. Możecie sobie sprawdzić, ale podejrzewam, że Wasza reakcja będzie raczej podobna.




