Wydawca: Old Temple
Mam wrażenie, że Temple of Decay to mocno niedoceniony zespół. Jakoś płyty tego projektu przechodzą bez większego echa, a muzyka na nich jest naprawdę dobra. I chyba też tak było w przypadku trzeciego pełnego krążka tego jednoosobowego horda. Pewnie i ja się trochę do tego przyczyniłem, zwlekając z recenzują…
Ale ważne że jest. „Profanus” to dzieło wiele nieodbiegające od poprzedzającego go „Anti Deus”. Czuć, że to jest muzyka od jednego artysty. Podstawą muzyki jest agresywny black metal ze sporymi naleciałościami death metalu. I w około tego rdzenia dzieje się naprawdę bardzo dużo. Nie. Nie ma tu kombinacji. Widać, że w głowie Mortta, który jednoosobowo odpowiada za ten projekt, czai się bardzo dużo pomysłów i są to dobre pomysły. Niech za przykład posłuży otwierający numer czyli: „Wojna, martwy Bóg i błazen”, w którym mamy mnóstwo wstawek, zmian tępa, ciekawych „zwrotów akcji”.
Trzeba też napisać, że płyta jest solidna pod względem wokalnym. Fajna maniera i zrozumiałe bez problemu teksty dają dużo satysfakcji ze słuchania. Co do samych tekstów też nie wieje od nich cebulą, więc uważam, że ten element muzyki Temple of Decay tez jak najbardziej się broni. Co mi jednak nie pasuje…? Mam wrażenie, że zespół spuścił z tonu. Teksty są mniej chamskie (zdecydowanie mniej razy pada na tej płycie słowo „kurwa”), mniej agresywne, mniej kipiące wulgarnością i nienawiścią w porównaniu z „Anti Deus”. Jeszcze ta okładka też jest jakaś mniej odrzucająca i obleśna, a właśnie takie profanujące wszelkie świętości obrazy jak na poprzedniczce, lepiej pasują do takiego grania.
Mimo iż „Profanus” bardzo mi się podobna to, jeśli mam ochotę na granie chamskie i bezkompromisowe to chętniej sięgnę po „Anti Deus”… A z innej beczki. Ciekawe czy powstanie kiedyś skład koncertowy, bo jak ma się teksty w stylu: „Śpiewajmy wszyscy razem: martwy Bóg, krzyż i błazen”, to aż się prosi o to.
http://www.oldtemple.com/




