Wydawca: Heavy Psych Records
Nie wiem jak zimno jest aktualnie w Berlinie, w Rzeszowie jest minus trzynaście stopni Celsjusza. I właśnie w takiej nieprzyjemnej atmosferze siadam do recenzji „Wounds” zespołu Cold in Berlin.
Jest to ich piąta płyta, natomiast ja do tego czasu nie miałem styczności z tą grupą. Może przez to, że z post metalem mi nie po drodze, a zimną falę odkrywam dopiero od kilku lat. Czy mam więc odpowiedni warsztat do opisywania tej muzyki? Nie. Czy mi to przeszkadza? Trochę. Czy zespół i fani będą zadowoleni? Nie wiem.
„Wounds” to dziewięć numerów opartych o gitary i bardzo fajną sekcję rytmiczną. A nad wszystkim góruje wokal Mayi – mocny, pewny siebie. Co ciekawe, przynajmniej dla mnie, ten krążek nie jest jakoś nad wyraz przepełniony zimnymi tonami i przestrzeniami. Przestrzenie owszem, są, dzięki dobrej produkcji, natomiast raczej skłaniałbym się w ich obecnej formie ku mariażu mrocznego rocka z lekka gothic/doom metalowymi elementami. Chwilami niespokojny, chwilami efemeryczny. Gdzieś jakieś skojarzenia mam, ale raczej dość ulotne i bardzo umowne, więc nie będę Wam ich przedstawiał, żebyście nie poszli złym tropem, jeśli tak jak ja nie znaliście wcześniej Cold In Berlin. Jak dla mnie to trochę taka muzyka, która może sobie płynąć w tle jeśli miałbym spędzać czas z kimś kto nie chce słuchać metalu – absolutnie nie powinna nikomu przeszkadzać w piciu kawusi czy prowadzeniu konwersacji.
No i to tyle co mam Wam do powiedzenia o nowej płycie Cold In Berlin. Bardziej otwarci muziarze mogą oczywiście sprawdzić, jeśli natomiast bardziej jara Was recenzowana wczoraj Goatsmegma, zostańcie przy Goatsmegmie.

https://www.facebook.com/coldinberlinband
Home




