Wydawca: Piranha Music
No i mam ja problem z tą propozycją wydawniczą. Bynajmniej nie z punktu widzenia twardogłowego ultrasa z Byczyny. Raczej z punktu widzenia słuchacza, a do tego fana większości wydawnictw labelu z rybką.
Meluzyna to kwintet złożony z pięciu osób, czterech kobiet i mężczyzny. A „To Hell” to pięcioutworowa EPka. Najpierw był singiel, który nie zachwycił, a potem wpadł do mnie niniejszy minialbum. Miesiąc z okładem się z nim szamoczę i przyznaję, że jednak odpuszczam. Z szacunku dla Wydawcy dawałem „To Hell” szansę wielokrotnie, i za każdym razem po trzech minutach w ogóle przestawałem zwracać uwagę na muzykę. Jakaś nijaka taka, nie wywoływała u mnie żadnych emocji. Ot, kwadrans przelatywał, a ja z tej muzyki nie pamiętałem ani sekudny.
Jasne, gotyk czy zimna fala, nawet podbudowane punkiem i okraszone klimatem grozy czy horroru, nie jest moim pierwszym wyborem, ale nie jest też tak, że z gruntu przekreślam wszystko spod tego znaku. „To Hell” zaś jakoś przelatuje i zostawia zerowy bilans wspomnień. Nie jest ani zła, ani dobra. Jest po prostu, nie drażni, nie cieszy, co najwyżej nuży. Chwilami jest szybko, czasem zespół zwalnia, słychać też tutaj że jakieś heavy/speed metalowe melodie chodzą im czasem po głowach. Niemniej jednak, jakby nie zagrali – nie znajduję tutaj niczego dla siebie. Może z czasem będzie lepiej, na debiucie jest tak sobie.
No szkoda, bo spodziewałem się czegoś lepszego. „To Hell” wypada blado i przeciętnie, mimo że dałem tej EPce mnóstwo szans. Niestety. Jak to mawiał Forrest Gump – to wszystko co mam na ten temat do powiedzenia.




