Wydawca: Black Death Production
Kolejny tydzień i kolejny debiut. Tym razem Marrow – „Nigredo” – 49 minut atmosferycznego black metalu. Sporo!
Czy jednak „sporo” w tym przypadku równa się z nudy na pudy? Jeśli lubicie Finlandię i to mocno zmrożoną, to niekoniecznie.Gitary pizgają mrozem konkretnie. Nie kombinują, nie próbują na siłę eksperymentować ani zapętlać jednego riffu. Przyspieszają tylko wtedy, gdy trzeba zesłać śnieżycę, od której pęka skóra na zaczerwienionej twarzy. Wokalnie również bez zastrzeżeń – to ryki, które słyszeliście już milion razy na innych krążkach, ale wciąż robią robotę.
Całościowo powiedziałbym, że jest w porządku. I tak, trochę się powtórzę: prawdopodobnie podobne granie słyszeliście już milion razy, a z niejedną zaspą w życiu się mierzyliście. Więc jeśli wciąż Wam mało mroźnego szaleństwa, to Marrow powinien zaspokoić ten głód.
Debiut, który świata nie zbawi i dobrze, bo nikt tu chyba nie miał takich ambicji.




