Skoro niniejszą recenzję piszę o 1 w nocy, a w pokoju poza mną nie ma nikogo, to chyba generalnie wpasowałem się w konwencję, jaką narzuca zespół o nazwie Pusta Noc. A zaraz się jeszcze okaże, że w okno zapuka sam Diabeł i zaproponuje podpisanie cyrografu…
Jak w przypadku Mistrza Twardowskiego, gdyż cały album „Speculo Magicas” opowiada właśnie historię owego jegomościa. A czyni to posiłkując się black metalem. Samo posiłkowanie się Twardowskim nie jest jednakże totalną nowością na naszej scenie, bo już Licho coś o nim przebąkiwało. Niemniej jednak, oddać diabłu co diabelskie, a cesarzowi co cesarskie – lirycznie Pusta Noc radzi sobie naprawdę nieźle. Teksty tutaj są zdecydowanie dalekie od black metalowej grafomanii, niosą w sobie diabelski sznyt, jakiego powinniśmy się spodziewać po tej – było nie było – dość diabelskiej historii sprzed trzech wieków.
Jak natomiast wypada to wszystko pod względem muzycznym? No też całkiem nieźle, zważywszy, że Pusta Noc to tak naprawdę jedna osoba ukryta pod pseudonimem Grymuar. Czuć nawiązania do black metalu połowy lat dziewięćdziesiątych, jednakże bez żadnych konkretnych wskazań. Dostajemy trochę podchodzących pod pagan/black metal melodie, może w stylu Graveland czy Gontyna Kry (chwilami nawet wokale lekko kojarzą mi się z Kurhanem). Czy słyszę tutaj też pewne elementy zaczerpnięte z „For All Tid”? No tak mi się wydaje, ale od razu podkreślę, że nie chodzi mi o tę przesadzoną klawiszowość debiutu Dimmu Borgir, a właśnie raczej o te elementy wyzute z dźwięków parapetu. Może Kvist, wczesna Gehenna… Cały czas przy „Speculo Magicas” coś mi dzwoni jakaś nazwa, ale żadna nie jest dosłownym źródłem, a jedynie tropem.
I to mogę policzyć Pustej Nocy na plus. Lubię, gdy to tak wychodzi, że nie do końca wiem, na czym wzorował się dany zespół. Jeśli macie podobnie, sprawdźcie debiut tego one man bandu, może wpadniecie na inne tropy. A że słucha się tego całkiem w porządku, no to tym lepiej dla słuchacza.
https://www.facebook.com/pustanocband




