Biały Viteź miał już okazję kilkukrotnie przewinąć się na naszym portalu. Jakiś miliard lat temu ukazał się wywiad z Wojmirem, przeprowadzony na (świętej pamięci) Pomeranii. Tym razem zamysł był podobny, w ramach Night’s Blood, jednak chłopaki byli nieco zajęci – kolejka po autografy sięgała niemal dwóch kilometrów! Przenieśliśmy się więc do internetów.

Zacznijmy ten wywiad od omówienia ich występu na Night’s Blood Fest Vol. 1. Zachęcam również do przeczytania relacji z tego wydarzenia – znalazły się tam wywiady z Forbannet i White Death!

Wojtuś: Pierwsza Edycja Night’s Blood Fest za nami! Ja wiem, że to było milion lat temu i nie prawda, ale jakie panowały wtedy nastroje po występie?

Wojmir: Ehhh co to był za wieczór… Dla nas to był drugi koncert po 6 latach przerwy i najlepszy w historii tego zespołu. W przypadku tego festiwalu, stare, słowiańskie przysłowie: „Kiedyś to było”, nie sprawdza się, a za kilka lat myśląc o NBF vol 1, będzie można tak mawiać właśnie.

W: Dzień przed godziną zero na socialach było widać, że było pite. Finowie, jak mniemam, musieli przejść odpowiedni chrzest?

Szeptuch: Różne pułapki były przygotowane dla Gości. Jedni weszli w te zasieki, inni trzymali zdrowy dystans 😉

W: Oprócz Was na deskach pojawiło się parę innych ciekawych kapel. Wiadomo, że każdy czekał na White Death, ale co Wam się najbardziej podobało?

Mscisław: Mi muzycznie Marras i Saltus bardziej się podobali. Zasadniczo wszystkie hordy zaprezentowały się porządnie.

Szeptuch: Z mojego punktu widzenia każdy stanął na wysokości zadania. Forbannet to młoda krew, która pokazała się z bardzo dobrej strony. Biały Viteź jest po prostu najlepszy. Saltus to stare wiarusy z niejednego dzbana miody pili i pokazali siłę doświadczenie. Marras to pijany Mistrz pierwszego pierdolnięcia. A White Death to gwałtowny atak fińskiej nieświętej inkwizycji, której każdy chciał, lecz bał się o nią prosić. Lepiej być nie mogło, jeśli chodzi o dobór kapel, stąd pewnie opinie o koncercie przynajmniej roku.

Wojmir: Marras! Reszta kapel też miazga.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Pasbourne Photo

W: A tak w ogóle, to gadaliśmy ostatnio sześć lat temu w świętej pamięci Protokulturze. Trochę rzeczy się zmieniło od tamtego czasu. Pamiętacie tamtejszy występ?

Szeptuch: Pamiętam. Dla BV bardzo ważny moment. Po tym koncercie podjęliśmy decyzję, że aby BV mógł kontynuować szlak bitewny, musi lepiej się prowadzić, by wygrywać kolejne bitwy. Koncert, o który wspominasz, ponoć zagraliśmy dobry, co jest dziwne, bo w tamtym czasie każdy z naszej 4 orbitował w innych światach.

Wojmir: Hahah no trudno nie pamiętać. Czas leci, rzeczy się zmieniają.

W: W zeszłym roku, na przykład, nagraliście nowy album! „Tam, gdzie odlatują kruki.” Zdradzicie, gdzie one odlatują?

Mścisław: Tu, niedaleko, w pobliże Górek Czechowskich w Lublinie. Nie wiem, czy tu dokładnie odlatują, ale wrony na pewno tu zawracają. Taka kraina umarłych.

Wojmir: Właśnie szukanie odpowiedzi, na pytanie, gdzie one odlatują, i dlaczego tam, gdzie my podążamy, albo dlaczego my podążamy tam, gdzie one odlatują, zajęło nam tyle czasu. Teraz już wiemy i mogliśmy o tym zaśpiewać na nowej płycie.

W: Osiem lat dzieli oba albumy. Sporo. Nie spieszyliście się, to na pewno można Wam powiedzieć. Skąd taka przerwa?

Szeptuch: Po koncercie na ostatniej Pomeranii 2018 podjęliśmy decyzję o nowym sposobie współpracy w ramach tego projektu. Nie byliśmy zadowoleni z poprzedniego pełniaka, mało co nam się tam zgadzało. A zespół od momentu wydania pełnego debiutu, trochę zaczynał zapadać się pod naporem słabego przyjęcia średniego materiału, rock and rollu i tak trywialnych spraw, jak zwykła szara codzienność. Żeby uratować Vitezia, odbyliśmy we dwójkę poważną rozmowę z Wojmirem i podjęliśmy szereg działań naprawczych. Jedną z najważniejszych rzeczy było to, by kontrolować zabawunię, w którą umiemy aż za dobrze.
Piwko metal to wspaniała sprawa, kiedy ma swój czas, ale trzeba też wiedzieć, kiedy należy zakasać rękawy. Około stycznia 2019 sformatowaliśmy zespół do zera i rozpoczęliśmy mozolną pracę nad materiałem. Praktycznie zbudowaliśmy zespół na nowo, zachowując jego pierwotny charakter. Ale żeby to się udało, musieliśmy poukładać siły rządzące BV.
Do tej pory motorem napędowym, pomysłodawcą i autorem muzyki był Wojmir. Nowy porządek wprowadził większy udział mojej osoby czy Mścicha w tworzeniu materiału, obowiązkach około zespołowych etc. Ta dość długa przerwa dla zespołu była okresem bardzo pracowitym i owocem tego jest nowa płyta, lepszy Viteź i prawdopodobieństwo, że kolejny materiał ukaże się szybciej niż Kruki.

W: Krążek pełen emocji i atmosfery, ale też odpowiednio wyważony, by nie bombardować słuchacza milionem folkowych wstawek i innych pokrzepiających pieśni. Podczas pracy nad albumem, jakie były największe wyzwania, z którymi się zmierzyliście?

Mścisław: Wzorowaliśmy się na pewnym zespole na Б z Podlasia.

Szeptuch: Konsekwentne trzymanie się założeń na tę płytę. Podstawą miał być dobry riff, od którego rozpoczynaliśmy współpracę nad danym kawałkiem. Do tego dokładaliśmy perkusje, bass, drugą gitarę i jeśli tutaj dalej wszystko się zgadzało, to można było szukać uzupełnienia w postaci folku lub innych ozdobników. Jesteśmy przede wszystkim zespołem black metalowym, mocno okopanym na tej pozycji i sugestie, że mamy cokolwiek wspólnego z zespołami folkowo piwkowymi jest dla nas obrazą. Drugim sporym problemem był czas. Bo pracowaliśmy nad zespołem, ale były okresy przestojów, kiedy brakowało trochę inspiracji, a trochę mocniej wciągały nas w swoje odmęty obowiązki ze świata równoległego. I trochę ten czas przelatywał nam między palcami.
Dlatego musieliśmy przyjąć deadline do kiedy maksymalnie pracujemy nad płytą. Tym terminem był sierpień 2022. Od września ruszyły przygotowania do zarejestrowanie perkusji. Które miały miejsce pod koniec listopada 2022. Po ponad miesięcznej batalii z realizatorem, o kształt nagranej perkusji, Wojmir i Mścich mogli ruszyć z nagrywaniem partii gitar, basu.
Wszystkie instrumenty zamknęliśmy do końca kwietnia 2023. Od około czerwca nad miksem pracował Pan Fachowiec, który prosił, byśmy nie wymawiali jego imienia nadaremno, ponieważ żyje z muzyki i nie chciałby, aby frustraci z lewej strony ograniczali jego możliwości zarobkowania. Miks i mastering zostały zamknięte bodajże końcem lipca-sierpnia 2023. W międzyczasie malowanie frontu okładki, składanie płyty do kupy – i tak oto pod koniec grudnia 2023 mamy Tam, gdzie odlatują kruki, dzięki Werewolf Promotion.

by Pasbourne Photo 

W: Nagrywaliście go również jako trio z wiadomych przyczyn. Brakuje Wam Skogena?

Wojmir: Hmm… Jeśli masz na myśli śmierć Skogena, to on już jakiś czas z nami nie grał. Nasze drogi muzyczne się rozeszły kilka lat przed jego śmiercią. Szkoda gościa, ale nie wiem, czy wiesz, nas też to czeka. Skogen żył jak chciał, każdy z nas podejmuje codzienne wybory, życie płynie dalej. Śmiało mogę powiedzieć, że dobrze mi się współpracowało ze Skogenem na Viteziu i nie tylko. Żałuję, że nie mógł posłuchać naszej ostatniej płyty, bo byłem ciekaw jego opinii, która była dla mnie istotna, gdyż na sali prób, jeśli chodzi o riffy, to nadawaliśmy na podobnych falach.

Mścisław: Ze Skogenem nie graliśmy już długo przed tym, jak został zdiagnozowany. Szkoda chłopa miał dobrą zajawkę i podobały mi się jego zespoły.

W: Planujecie pozostać jako trio, czy castingi na drugiego wioślarza są już przeprowadzane?

Wojmir: Miał być reality szoł w TVN „zespół szuka muzyka”, ale już znaleźliśmy. Gitarą basową zajmie się Caden.

W: Teksty ponownie utrzymane w słowiańskim duchu i wyśpiewane w ojczystym języku. Możecie wskazać, który z utworów jest dla Was najważniejszy w „Krukach”? Czy na albumie pojawiają się jakieś osobiste przeżycia, które miały duży wpływ na Waszą twórczość?

Szeptuch: Dla mnie „Natura..”, bo napisaliśmy ją razem z Wojmirem, ale duch tego tekstu chodził za nami na kilka lat przed napisaniem tego tekstu. Nim siedliśmy do wspólnego tworzenia tekstu, sporo rozmawialiśmy z Wojmirem o tym tekście, co chcielibyśmy tam zawrzeć.

Mścisław: Tak, nie, nie mam zdania.

Wojmir: Myślę że dla każdego, będzie to inny tekst. Dla mnie osobiście są to „Białe Klify Rujany”. Mieszkałem jakiś czas na wyspie Rugii, o której traktuje ten tekst, zostawiłem tam kawał swojej duszy. Niesamowite miejsce, nasączone magią dawnych wierzeń z epoki brązu, żelaza i wczesnego średniowiecza. Poza tym wspaniała natura dookoła jak klify Josmundpark i otwarte przestrzenie. Cała wyspa jest usiana pozostałościami słowiańskich grodzisk, z najbardziej znanym grodem Arkońskim, kurhanami z epoki brązu, żelaza i grobami megalitycznymi kultury pucharów lejkowatych (if ju noł łot aj min). Drugim faworytem są tytułowe „Kruki”, bo patrząc na ten zgniły świat, chciałbym, by mi wydziobały oczy, bym nie musiał na ten cały gnój patrzeć. Ale jak to ktoś, kiedyś powiedział: po nocy zawsze wzejdzie słońce, co można też interpretować: przyjdzie wojna i wszystko wyrówna.


W: W prasie popularnonaukowej raczej Was nie odnajdziemy, ale jak człowiek poszuka w internecie, to widzi same dziesiątki i polecajki co do najnowszego albumu. Więc narzekać chyba nie macie na co, no, chyba że na brak winyla!

Szeptuch: Winyl już jest w sprzedaży i to w dwóch wersjach STANDARD i ELITE w limicie. Co do promocji to jestem zdania, że ten zespół zasługuje na znaczenie więcej. Co nie znaczy, że posuniemy się do wszystkiego, byleby tylko zaistnieć.

Mścisław: Czekamy na zaproszenie do programu „Kropka nad i”. Palikot nam obiecał.

W: Czyli uderzycie w mainstream? Troszkę nieśmiało zaczynacie przenikać do tego bardziej „realnego” świata. Patrz – wywiad w radio.

Wojmir: Hahaha, nic nie planujemy. To się samo dzieje. Wygoda nie jest celem, bo uwstecznia, ale mainstream nie jest gotowy na nas ha ha ha.

Mścisław: Ja bym raczej nie nazwał świata w „eterze” bardziej realnym. Odpowiadając jednak na pytanie: oczywiście, że celujemy w mainstream. Chociaż nie za bardzo wiem, co tam dzisiaj jest tym głównym ściekiem.

W: Oprócz roztaczania tej mgiełki powagi widać, że jesteście chłopaki bardzo popularni, a wręcz w niektórych kręgach pożądani. Wasz profil na Facebooku obfituje w zdjęcia z różnymi innymi gwiazdami, które chciałyby zrobić sobie z Wami zdjęcie. Skąd taka popularność?
+ Z drugiej strony na nowo wzbudzacie kontrowersje, a w sieci pojawiają się różne niewybredne komentarze na Wasz temat.

Mścisław: To wszystko przez Wojmira. Nikt nie oprze się urokowi lidera.

Szeptuch: Zupą pomidorową to też nie jesteśmy. Wzbudzamy kontrowersje, bo jesteśmy szczere chłopaki. Nie będę narzekał na to, że mamy negatywny elektorat, kiedy dokarmiamy tych trolli samym naszym jestestwem. Czy gramy black metal, czy też akurat uprawiamy piwko metal, robimy to zawsze na swoich warunkach. A że mamy inną wrażliwość niż nasi „fani” to dochodzi do zgrzytu. Mogą nas kochać, jeszcze lepiej, kiedy nas nienawidzą. Ta 3 głowa Hydra nie zatrzyma się, bo ktoś uznaje, że jesteśmy zbyt niegrzeczni lub niewygodni jak na standardy współczesnego black metalu.

W: Patrząc wstecz na album „Odejść, by wiecznie żyć”, jak oceniacie swoją ewolucję muzyczną? Co się zmieniło w Waszym podejściu do tworzenia muzyki?

Wojmir: Wiesz co, chyba najważniejszą zmianą było to, że postanowiliśmy rozsądnie wybierać ludzi, którzy mają wpływ na finalne brzmienie. Mam tu na myśli realizatorów ze studiów nagrań. Na pierwszym pełniaku panował chaos pod tym kątem. Przeciągające się miksy, ostatecznie zmiana osoby miskującej po 1,5 roku walenia z nami w chuja, ponowne nagranie garów, użeranie się z kolejnym typem od miksów, ostateczne skutkowały zmęczeniem tym procesem i średnim rezultatem. Drugą sprawą było podejście do komponowania utworów, spojrzenie na kawałki od strony słuchacza, czyli jak cały kawałek ma się do odbioru, czy coś nie muli, nie przynudza i jak się mają kawałki w secie na nadchodzącą płytę jako całość.
I tutaj Szeptuch pełnił rolę cenzora, a ostateczną kontrolę przeprowadzał Mścisław, ponieważ ja miałem mało obiektywne spojrzenie na tym etapie, na kompozycje które tworzyłem. Dzięki temu potrafiliśmy wykasować cały utwór, pozostawiając tekst i tytuł, a następnie robić muzykę od nowa. 🙂 Choć innym razem, jak miało to miejsce w przypadku tytułowego utworu, wpadałem na próbę z całkowicie kompletnym kawałkiem, krzycząc, że musi się jeszcze znaleźć na materiale.
Nie ma lekko. Ostatnim elementem było ustalenie deadline’u, końcowego terminu na grzebanie w utworach, bo moglibyśmy to robić do dziś. Ja na pewno.

Mścisław: Zmierzamy do tego, co pierwotne, czyli wychodzimy naprzeciw ewolucji. Znaczy, mówiąc kolokwialnie: uwsteczniamy się.

W: Jak oceniacie kondycję naszej sceny?

Szeptuch: Nie jestem fanem niepokalanego dogmatu o wielkości polskiej sceny. Ogólnie rzecz biorąc nuda, nuda, ziew i nuda. Scena obecnie jest słaba, przesycona zespołami i jednostkami z przypadku, powiedzmy że z sąsiedniej sceny, którzy uczą nas, jak ma wyglądać nowy, grzeczny i akceptowany black metal.
Mógłbym tutaj stworzyć niekończącą się rozprawkę, ale nie mam czasu, bo są rzeczy ważniejsze. W dużym skrócie różnego rodzaju kluby, kółka wzajemnej adoracji oraz koterie takie, szmakie i owakie mogą spierdalać na szczaw i mirabelki. Cytując wielkiego poetę naszych czasów najsłabsze ogniwo to człowiek, idealne podłoże pod grzyby atomowe.

Mścisław: Bardzo dobrze. Najbardziej lubię zespół Patriarkh. Już nie mogę się doczekać, jak wejdę im za kulisy.

Wojmir: Ha ha ha ha ha ha Mścichu pewnie chcesz tam grać.

W: Wasze plany na przyszłość? Oprócz trasy z Amon Amarth?

Wojmir: Ha ha ha, wielu by chciało przed nami zagrać, ale Amon Amarath nie zagra, inicjały tego zespołu to AA, wali patologią bezalkoholową. Nie ma opcji. Jakieś koncerty udało nam się zagrać i jakieś jeszcze zagramy.
Inne plany to praca nad kawałkami na nowe wydawnictwa i dopilnowanie by nie trwało to kolejne 8 lat. Tylko tyle i aż tyle.

W: To by było na tyle, ostatnie słowo należy do Was!

Mścisław: Żyć i umrzeć w Los Angeles. Nie no, w życiu bym nie chciał. Ja już lepiej skończę się wypowiadać.

Szeptuch: Black metal to the death. Elo.

Wojmir: Trzy słowa do księdza prowadzącego…

Wojtuś
378 tekstów

Może nie recenzuję dobrze, ale za to nie znam się na muzyce.

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.Wywiady

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.

BartBart7 września 2026
Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”Wywiady

Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”

WojtuśWojtuś31 sierpnia 2026
Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”Wywiady

Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”

OracleOracle22 czerwca 2026

Skomentuj