Wydawca: Iron Bonehead Productions, 2025
Smaruj gruzellą! Co te Antypody wyprawiają, to ja nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Nie dość, że Grave Upheaval, Temple Nightside to jeszcze do tego dochodzi Grotesque Bliss…
Wiecie już więc na czym stoimy. Na dojebanym, obskurnym i zgruzowanym do granic możliwości death metalu, który swym plugastwem odpycha niczym rozkładające się zwłoki ludzkiego ścierwa. Nie ma więc w Grotesque Bliss nic, co mogłoby zaskoczyć, a jednak. W porównaniu do wcześniej wymienionych mistrzów gruzu – których łączy nota bene postać Bjorna – ten doom / death metalowy posmak jest jakby bardziej wyrazisty. Nie ciągnie się jak niekończące się obrzędy serwowane przez Grave Upheaval czy też powolne podróże po upadłych świątyniach Temple Nightside, a płynie sobie wartko przez rzekę umarłych, co rusz natrafiając na szybsze nurty, które wciągają słuchacza w wir diabelskich zakamarków. I choć bliżej Grotesque Bliss właśnie do rytualnego Grave Upheaval to jednak jest to osobny byt, który pochłania nie mniej skutecznie, niż jego starszy, demoniczny brat. Więcej znajdziemy tu teatralności (tak, cover My Dying Bride rozpierdala) i groteski, niż mroczniejszych, śmierdzących i ciągnących się w nieskończoność piwnicznych labiryntów. I do tego jeszcze wokal Bjorna. Charakterystycznie ciężki, demoniczny ale tutaj jakby bardziej przejrzysty i bardziej opętany… I tym Grotesque Bliss mnie kupuje i zapewne Was też kupi.
Co tam będę pierdolił więcej. „Grotesque Bliss” to po prostu zajebisty materiał pełen gruzu i stęchlizny, który pierwotnie ukazał się na taśmie sumptem zespołu, a teraz wypłynie na cd i czarcim krążku za sprawą – co nie dziwi – Iron Bonehead. Więc jeśli nie mieliście okazji, Bierzcie w ciemno.





