Wydanie własne, 2024

To mi się trafił demos do ogarnięcia. Nie będę owijał, że sama nazwa zespołu sprawiła, że mocno się zainteresowałem materiałem, który zawitał do mojego kaseciaka pod koniec ubiegłego roku. Mija już w zasadzie pierwszy miesiąc od tego dnia, a ja nadal nie jestem w stanie poukładać sobie wszystkiego w głowie.

I to zasługa samego kidsdrowninsilence, które zrobiło mi niezłą, muzyczną sieczkę. Im więcej słuchałem materiału Krakowian, tym więcej chciałem z nim obcować i chłonąć go jak najwięcej. Aż w końcu przyszedł dzień, w którym musiałem sobie zapodać finalną dawkę tego muzycznego speedballu. Tak jest, muzycznego speedball’u, bowiem trzeba sobie na początku uzmysłowić, że dzieciaki czerpią z muzycznego kotła bardzo dużo. I jak to młodzież, biorą wszystko co wpadnie im w ręce nie bacząc na późniejsze tego konsekwencje, a gdy przychodzi w końcu do konfrontacji na sorze okazuje się, że po badaniu próbek wyskakuje cała tablica muzycznego mendelejewa: od black metalu wymieszanego z crustem, aż po hardcore, sludge czy też nawet post metal. Po takiej dawce muzycznej chemii można się spodziewać, że ludzki organizm może tego nie wytrzymać, a jednak. Uzależnia się od tego na tyle mocno, że odcięcie od niego grozi tylko zgonem.

W tym całym narkotycznym, muzycznym transie mamy więc mocną jazdę bez trzymanki, gdzie psychodeliczny rollercoster zabiera nas na przejażdżkę po skrajnościach wszelkich, możliwych emocji. Od narkotycznej niekontrolowanej euforii, poprzez brutalną, niekontrolowaną wściekłość, aż po kompletny dół z którego nie ma już powrotu. Ten kolaż w każdym elemencie zaskakuje i wciąga w wir muzycznych labiryntów, gdzie każda z dróg prowadzi w inne rejony, w których odkrywa się co rusz to nowe zakamarki pustki i otchłani (chociażby pod postacią gitarowych pejzaży między poszczególnymi kawałkami). I to właśnie w muzyce tego krakowskiego trio wciąga najmocniej i wychodzi mu naprawdę zajebiście. Ten wachlarz emocji, który w połączeniu ze ścierającymi się muzycznymi kontrastami buduje psychodeliczne obrazy barwione w negatywne kolory, które chce się oglądać z bliska (mój faworyt “pierwszy ogień”) i chwytać je garściami nia bacząc na konsekwencje z ich obcowaniem (jeszcze bardziej zacne “wrzeciono”). Jeśli do tego dorzucimy, że wszystko zostało zarejestrowane podczas jednej, koncertowej sesji, to tylko spotęguje i tak gęstą już atmosferę, którą dzieciaki wytworzyły na tym materiale..

Dałem się złapać, przyznaję. kiedsdrowninsilence na tym materiale rozdało. I choć bardzo daleko mi od bardzo długiego czasu od tego typu gatunkowych muzycznych eksperymentów i ‘nowoczesnego’ podejścia, tak KDIS biorę bez popity i czekam mocno na więcej.

Aha. Fizyczne, kasetowe wydanie posiada jeszcze drugą stronę, która jest lustrzanym odbiciem tej pierwszej, a która tutaj zdaje się być jakimś psychodelicznym koszmarem, z którego trudno jest się wybudzić. I nie, nie napiszę na ten temat nic więcej, samemu po prostu trzeba się temu poddać.

Łysy
1057 tekstów

Grafoman. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026
प्रलय (Pralaya) „Inferno”Recenzje

प्रलय (Pralaya) „Inferno”

BartBart13 października 2026

Skomentuj