Wydawca: Piranha Music

Piranha Music z labelu kojarzonego głównie z domowo – stonerowymi klimatami z początku działalności stała się labelem wszechstronnym, zapuszczającym żurawia w różne złogi mocnego granka.

Jako przykład dziś biorę „Widy Styczniowe” zespołu Mary. Który gra, jak sam o sobie mówi, czarny punk. I ja z tym się z grubsza zgodzę. Oczywiście, tylko z grubsza, bowiem byłoby to zbyt proste określenie. Na debiutanckiej płycie zespół faktycznie zajmuje się mieszanką punk rocka, osadzonego w black’n’rollowym sosiku a’la Midnight („Tańcz!” brzmi jakby nagrali je w Clevland) czy też d-beatu bądź ulicznego hard core’a.

Jeśli chodzi o tego punka, jest to gatunek ostatnimi czasy nośny – wspominałem już o Wielkim Mroku czy Ifrycie, które to kilka swoich utworów oparło o proste punkowe numery w stylu Sedesu czy Defektu Muzgó. No to Mary też zerkają w tamtą stronę, ale moim zdaniem więcej tutaj punk rolowej pizdy w nos na szwedzką modłę (dużo fragmentów kojarzy mi się z takim Iron Lamb, lub idąc głębiej ku źródłom – po prostu z Motorhead). I jest to dobra koncepcja. Crustowania też tutaj trochę znajdziemy, nie bójcie się. Ale też są tutaj momenty, które posądziłbym o inspiracje wczesnymi nagraniami De Press, szczególnie jeśli po prostu połączymy je z folkową melodyką – nie mam tutaj na myśli jakichś skocznych oberków czy czegoś w tym stylu, raczej ducha i melodykę. Oczywiście weźcie pod uwagę, że piszę tę recenzję po czwartym piwku, więc może mam zaburzoną percepcję muzyki Mar.

No właśnie – teksty, oparte o ludowe wierzenia i podania. Nie w każdym numerze mi podchodzą, ale w kilku wypadają bardzo fajnie („Maska Turonia”, „Czartowe Pole” czy „Powroty”). Wspomnieć też muszę, że w booklecie znajdziecie całkiem fajne zdjęcia, obrazujące wiejski folklor sprzed kilkudziesięciu lat. Konceptualnie więc mi się to spina.

I generalnie też nie mogę powiedzieć, że „Widy Styczniowe” są kiepskie. Są dobre, choć sam może spodziewałem się płyty, która sponiewiera mnie trochę bardziej. Chwilami mam wrażenie, że ten album jest trochę nierówny, gdzieś tam między naprawdę fajne numery wpleciono kawałki klasę niższe. Nie złe, ale takie o których mówi się, że oblecą. Podejrzewam, że w wersji live zyskują, natomiast na płycie jawią mi się jako zapychacze – może nie całościowo, ale w swojej sporej części. Z drugiej strony, przecież to jest debiut tego zespołu. Trzymam więc kciuki za kolejne płyty.  

https://www.facebook.com/mary.dbeat

https://www.facebook.com/piranhamusicpl

Mary
Oracle
19317 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026
Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026

Skomentuj